…Ich pierwszy koncert na żywo w Berlinie. Jak ten czas szybko mija, dopiero ta sympatyczna czwórka z Magdeburga robiła pierwsze, nieśmiałe kroczki w kierunku show biznesu i swojej kariery. A teraz można by powiedzieć, że są już doświadczonymi gwiazdami.
Cała historia zaprezentowania w tym programie rozpoczyna się właśnie od fragmentu pierwsze koncertu w Berlinie. Pierwsze tłumy fanek zgromadzonych na pierwszej trasie koncertowej Tokio Hotel, pierwsze wykupione hale koncertowe i pierwsza trema przed koncertem, obawy, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem? A co jeśli damy plamę i publiczności nie spodoba się to, co robimy na żywo? – zapewne z takimi wątpliwościami spotkali się chłopcy parę minut przed rozpoczęciem koncertu w Berlinie, tym samym rozpoczynając swoją pierwszą trasę koncertową po Niemczech pod nazwą „Schrei Tour 2005”.
(ten fragment z fankami może ominę, bo nie ma w nim nic ciekawego, poza tym, że dziewczyny wzdychają do, Billa, ponieważ jest najpiękniejszy; chłopaki są super ekstra; potrafią świetnie grać, mają swój własny styl, itp.)
Tokio Hotel rozpoczynają swoją pierwszą trasę koncertową. Jeszcze cztery miesiące temu byli zupełnie nieznaną szkolną grupą z Magdeburga. Teraz są wstanie wypełnić swoimi fanami największe hale koncertowe, a bilety na ich pierwszą trasę rozeszły się w czasie krótszym niż sześć tygodni.
Georg: Jak sobie teraz tak o tym wszystkim pomyślę, to stwierdzam, że osiągnęliśmy wszystko, nie możemy wspiąć się już wyżej. To znaczy niby gdzie moglibyśmy się jeszcze wspinać skoro jesteśmy praktycznie u samego szczytu. Gramy na wykupionej trasie koncertowej, nasz singiel sprzedaje się bardzo dobrze, album sprzedaje się świetnie, jak daleko można jeszcze zajść…?
Bill: Tak jak się to wszystko potoczyło, myślę, że jesteśmy wszyscy bardzo szczęśliwi. Wszystko, co się do tej pory wydarzyło, właściwi nie myśleliśmy nigdy, że to się stanie, że uda nam się zajść tak daleko. Nasze losy potoczyły się bardzo szybko, to z jednej strony, a z drugiej strony naprawdę ciężko na to wszystko pracowaliśmy.
…Witamy w królestwie Tokio Hotel! Ale zaraz moment, to mi bardziej przypomina jakiś śmietnik niż pomieszczenie, w którym można normalnie funkcjonować. A jednak się pomyliłam….ten zacny pokój to dawny pokój prób naszych chłopców. Na około walają się tony śmieci, butelek po coli, pudełek po pizzy…ehh może nie będę już wymieniać….
* Magdeburg 10.00 – 2 tygodnie do rozpoczęcia trasy koncertowej *
Wszystko rozpoczęło się w Magdeburgu. Od czasu ich wielkiej kariery, chłopcy bardzo rzadko przebywają w swoim starym pokoju prób.
No i teraz mamy przykład drodzy państwo, jaki z Billa leser (dla nie wiedzących leń śmierdzący ;]). Gustav. Georg i nawet Tom pomagają przy wynoszeniu sprzętu, a ten z bananem na gębie nie raczy nawet niczego tknąć palcem, bo w sumie, po co skoro jego mikrofon mieści się w kieszeni jego spodni?
Bill: ten pokój nie kończy się tutaj, tylko idzie jeszcze tam dalej. Tutaj to jest takie miejsce bardziej do posiedzenia, odpoczynku…
Georg: Szkoda tylko, że nie można tam nawet się dostać, bo wszystko jest zasypane śmieciami i nawet przejścia nie ma…
Bill: Tak, to przykre, ale…o matko jak to śmierdzi (chodziło tutaj o starą jak świat pizze…). Tak jak my to mamy w zwyczaju nigdy nie, czego nie wywalamy…
Tom: Ten podest naprawdę nam się udał. Konstrukcja tego to wyższa technologia. Do jej zrobienia posłużyły nam palety…
Bill: Baliśmy się tylko, żeby to wszystko w końcu nie runęło jak się na tym stanie. Ale jednak jest ona o dziwo bardzo stabilna…
Teraz następuje moment, w którym obaj bliźniacy zachodzą się ze śmiechu, szczególnie Bill. Szkoda tylko, że nie wiemy, co mu tak poprawiło humor, bo Tom zadając pytanie: ”Pokazać im to? Dlaczego nie, przecież to fajne? Otrzymał od Billa przeczącą odpowiedz, więc pan kamerzysta zrezygnował z nakręcenia owej bardzo śmiesznej rzeczy…a szkoda…
Tom: Wcześniej spędzaliśmy tutaj praktycznie całe dnie. Ćwiczyliśmy piosenki, spędzaliśmy nasz wolny czas. Jedliśmy, no praktycznie wszystko. Teraz większość czasu spędzamy w studiu nagraniowym, trwają przygotowania do naszej trasy koncertowej. Swoją drogą nigdy nie myśleliśmy, że w ogóle kiedykolwiek będzie nam dane jakąkolwiek trasę zagrać.
…Cofnijmy się teraz w czasie o jakieś 4-5 lat. Do czasów, gdy cała czwórka, łącznie z Gustawem była grupką niezłych rozrabiaków. Oczywiście wszyscy już tworzyli zespół i zaczynali brzdękolić na swoich instrumentach…wówczas nazywali się „Devilish”
Już od czterech lat Bill, Tom, Gustav i Georg grają wspólnie w zespole. Wtedy Tokio Hotel nazywali się jeszcze Devilish. Na początku roku 2003 zostali odkryci! Potem nastąpiło podpisanie ich pierwszego kontraktu muzycznego. W przeciągu zaledwie pół roku, po podpisaniu kontraktu, światłu dziennemu ukazały się pierwsze materiały na płytę „Schrei”. Od tamtej pory już nic nie było tak jak wcześniej.
Tutaj pozwolę się wtrącić, iż właśnie w tym monecie trwania filmu, ma miejsce moja ulubiona akcja pogramiania przez Billa, Georga lakierem do włosów.
Zakupy w hipermarkecie, oni potrafią wykorzystać każdą sytuację, żeby się powyłupiać, ehh te dzieci ;]…
Udzielanie ostatnich wskazówek, i ostatnie chwile relaksu i wypoczynku przed kolejną partią ciężkiej pracy, czyli Tokio Hotel w studiu nagraniowym.
Na przyszłość Bill będzie pamiętał, że zamiast stać w łazience, gdy cała zgraja pcha się do łazienki, pierwsza zasadna przetrwania w takich warunkach brzmi: „W razie zbliżającego się niebezpieczeństwa, bierz nogi za pas!”. Następnym razem może to się gorzej skończyć niż tylko poprawieniem, swojej fryzurki, nad którą sterczało się przed lustrem, ostatnie dwie godziny.
Swoją drogą ciekawe, czego Gustav szukał w tej szafce…?
Bill: Mamy za sobą występny, na których było zaledwie pięć osób. Stali z piwem w ręku i nas słuchali.
Tom: Można to nazwać nietypowym początkiem. Graliśmy już jakieś koncerty, na których może nie było za wiele osób, ale zawsze to było coś…
Bill: Wysiadka moi drodzy…
Gustav chyba teraz powinien zostać klucznikiem. Swoją drogą Klucznik Gustav Gerwazy (Klucznik Gerwazy to przypominam z „Pana Tadeusza” ;]) brzmi całkiem przyzwoicie :D.
* Magdeburg 12.10 *
Próby, podczas których nikt by nie przeszkadzał zespołowi, w obecnej chwili sa nie możliwe, ponieważ chłopcy są zbyt znani swoim rodzinnym mieście, aby w spokoju mogli zrobić cokolwiek. Prasa i tłumy gapiów, uniemożliwiają Tokio Hotel normalne życie w ich mieście. Dlatego aby przygotować się do swojej trasy koncertowej chłopcy wyruszają w tajemniczą podróż do Osanbrucka.
Bill: Ludzie ruszajcie się! Chcę już do samochodu, jest mi zimno! (Tak, zamiast pomóc przy ładowaniu sprzętu najlepiej stać i poganiać innymi, oj nie ładnie panie Kaulitz, nieładnie!)
Nareszcie po paru godzinach pakowania i ładowania, cała czwórka jest gotowa na podróż do wymierzonego celu…
Nawet, jeśli w powietrzu czuć dziwną atmosferę, wiadome jest, że ich przyjaźń trwa nadal i zawsze ta więź będzie łączyła całą czwórkę…
Georg: Jeszcze wcześniej przyjaźniliśmy się całą czwórką. Ale czuję, że skoro teraz przebywamy ze sobą praktycznie 24 h na dobę, więź między nami się jeszcze bardziej polepszyła. Znamy się praktycznie na wylot. Wiemy, co wkurza na przykład tego drugiego, rozpoznaje się, w jakim jest humorze i kiedy najlepiej zostawić go w świętym spokoju. To wszystko dzięki temu ile wspólnie razem spędzamy czasu.
Czas wyprostować swoje stare kości i wyjść na zewnątrz pooddychać świeżym powietrzem (przynajmniej teoretycznie). Może jakieś małe zakupy? Tak z wielką chęcią…zerknijmy…Bill kłapiąc coś namiętnie swoim dziobem, wyjmuje z lodówki…wodę mineralną?! Ej, co jest, czyżby jakiś odwyk od coli, czy co? Nieważne, popatrzmy dalej…
Tom: O tak, o tym właśnie marzyłem…to sa te śmieszne, gumowe cheeseburgery…cheeseburgery kurczę smakują tak świetnie, tak niesamowicie ekstra!
Georg: Na szczęście mogliśmy się zatrzymać żeby coś przekąsić tylko, dlatego, że Bill musiał wykonać bardzo ważny telefon.
Gustav: (mocując się z drzwiami od samochodu) O ty bezczelny!
* Osanbrück 14.25 – Rockclub *
W małej hali koncertowej Bill, Gustav, Tom i Georg mogą w spokoju przez kilka dni ćwiczyć przed swoją trasą koncertową. Właściwie to nikt nie powinien wiedzieć, że Tokio Hotel właśnie tam siedzi. Cała czwórka musi przetestować nowy sprzęt i przestudiować cały plan koncertu, żeby wiedzieć, co i jak.
Tom: To, że to właśnie w ten sposób będzie wyglądać, to nie wiedziałem, ale poćwiczyć przed koncertem oczywiście chcemy. To znaczy, samo granie piosenek to żaden problem…teraz najważniejsze jest granie zgodnie ze scenariuszem i sprawdzenie sprzętu…..Ciekawe jak to działa…Bill! Ok. już nic działa!
Przez kolejne godziny trwają próby. Najpierw samego sprzętu, podłączenie, czy gitary są dobrze nastrojone, perkusja dobrze zainstalowana…itp. Żeby się nieco od stresować, nie ma to jak pojeździć sobie na hulajnodze po całej sali, tak jak to właśnie robi Gustav…to się nazywa przyjemne z pożytecznym…
Na okres jednego roku, chłopcy z Tokio Hotel postanowili zrobić sobie przerwę w szkole. Próby i ciągłe podróże pochłaniają całą ich energię. Obecnie cała nastoletnia czwórka stawia czoła, życiu zawodowemu.
Tom: Szkoła jest dosyć wyczerpująca, człowiek musi się koncentrować na tym, co w danej chwili robi. A tutaj jest inaczej, można żyć bardziej na luzie…
Bill: Na szczęście, to, co teraz robimy, jest czymś, co tak naprawdę chcemy robić. Tutaj nie da się nudzić, jest super!
(po zaśpiewaniu piosenki)
Bill: Ale jest ciężko śpiewać i trzymać cały mikrofon…
Gustav: Bill ty sam jesteś jedną wielką pomyłką…!
Tom: Często zdarza nam się dyskutować, na przykład o tym czy wszystko dobrze brzmi, czy coś. Upływa sporo czasu, zanim każdemu się wszystko zgadza.
Bill: Ale to też zależy od tego, co kto potrzebuje, na przykład Georg potrzebuje mieć włączony bas na tyle głośno by słyszał co gra, a ja znowu potrzebuje słyszeć siebie. Musimy się dopasować do każdego indywidualnie.
Tom: Nie wspomnę o tym, że wszyscy potrzebują słyszeć wyraźnie moją gitarę, bo bez tego ani rusz.
Piosenki muszą być ciągle na nowo ćwiczone, ponieważ wszyscy spodziewają się po Tokio Hotel czegoś nowego.
Tom: Jakoś specjalnie podekscytowany człowiek nie jest, ponieważ zawsze ma takie jakieś wątpliwości, o cholera a jak coś nie wypali. Zadanie jest proste wychodzimy na scenę, gramy to, co mamy zagrać i patrzymy czy to się podoba czy nie. Nie czuje się samego podekscytowania przed trasą, bardziej obawiamy się tego, że coś pójdzie nie tak.
* Osanbrück 22.45 – Hotel Steigenberger *
Nareszcie po 12 godzinach harówki, nadszedł czas na odpoczynek.
Gustav: Można się poczęstować tymi cukierkami czy to tylko dekoracja…? O dziękuję bardzo! Wszystkie są tego samego smaku, czy różne?
Tom: Słuchaj Gustav, te tutaj są dla tych, którzy dopiero pierwszy raz tutaj nocują…Dobra wszystko mamy sprawdzone, więc chodźmy!
Czasami bywają momenty, że chłopcy z Tokio Hotel próbują oszacować ile ich kariera jeszcze potrwa…
Georg: Myślę, że powinniśmy się teraz wszyscy rozkoszować tym, co teraz przeżywamy. Nikt nie wie, co się może stać, choćby na przykład za dwa lata. Nie wiadomo, można zarówno popularność stracić w tak szybkim tempie jak się ją zyskało, albo wybić się jeszcze bardziej. Trzeba się cieszyć chwilą obecną.
Po minach fanów, można wywnioskować, że wszyscy byli zachwyceni pierwszym koncertem Tokio Hotel na żywo. A jak to jest, jeśli dwie fanki, mają okazję, spotkać się ze swoimi ulubieńcami, ulubieńcami cztery oczy…?
* Berlin 12.15 – Columbiahalle *
Już za siedem godzin rozpocznie się koncert Tokio Hotel. Żeby znaleźć się jak najbliżej sceny, najwytrwalsi fani stoją tutaj już od 7.30. Jak na razie straszny ziąb na dworze nie przeszkadza im w niczym…
Bill: Ciągle nie możemy uwierzyć w to jak wiele osób przychodzi na koncerty. Jeszcze nie zdążyliśmy się psychicznie przestawić na to, że gramy duże koncerty i gdy tylko gdzieś przyjedziemy, będą tam stały tłumy osób.
Tom: Fani są…nagrody, oczywiście miło jest, jeśli długa i ciężka praca jest w jakiś sposób doceniania, i jest się przez to wyróżnianym nagrodą…złote płyty za sprzedaż albumu, to wszystko jest świetne. Jednak fani są tym kimś, kto mimo wszystko motywuje cię do dalszej pracy.
Dla Amelie i Jenny spełni się dzisiaj ich wielkie marzenie. Będą miały okazję poznać swój ulubiony zespół osobiście. Te dwie 16-latki od prawie 4 miesięcy są wielkimi fankami Tokio Hotel.
Amelie: Kiedyś byli zwykłymi uczniami, tak jak my, a teraz mają swoje pięć minut, ale myślę, że nadal są tak samo mili jak kiedyś. Na przykład w wywiadach wyglądają na bardzo miłych, tak jak normalnie.
Jenny i Amelie kolekcjonują wszystko, co ma jakikolwiek związek z Tokio Hotel. Ciągle oglądają DVD i przesłuchują cały album.
Jenny: Muzyka jest naprawdę świetna, można się w niej całkowicie pochłonąć. Jak wsłucha się w teksty piosenek, okazuje się, że wcale nie są tacy, jakimi opisują ich ludzie, że są beznadziejni i w ogóle. Wcale tak nie uważam, oni są naprawdę super!
Amelie: Zawsze chciałam wiedzieć, jak chłopcy zachowują się prywatnie i co chcieli powiedzieć na przykład poprzez tekst danej piosenki. „Rette mich” jest taką piosenką, podczas trwania, której można odlecieć w swój świat marzeń, nie myśleć o niczym. Co wtedy czują…
Jenny: Wokół chłopaków teraz dzieje się tak wiele rzeczy, być może prywatnie zachowują się zupełnie inaczej niż w wywiadach, czy tym podobnych rzeczach. Być może poza kamerami są zupełnie innymi ludźmi.
Popołudniu gotowe dziewczyny, udają się pod halę, w której ma odbyć się koncert.
W tym samym czasie, cała czwórka jest w drodze do Berlina. Za około 5 godzin rozpoczyna się ich koncert. Podczas gdy wszyscy czekają cierpliwie przed halą, Gustav, Georg, Tom i Bill, podjeżdżają niezauważeni, od tyłu budynku.
* Berlin 16.30 – Columbiahalle *
Bill: Myślę, że to bardzo fajne przeżycie, sam fakt, że możemy zagrać w Columbiahalle, gdzie występowało już wiele zespołów, które tworzą muzykę od naprawdę bardzo długiego czasu. Widziałem, jak w tej samej hali grała kiedyś Gwen Steffani, i to bardzo miłe uczucie, no i oczywiście cieszę się z tego powodu, że na koncert przyszło 3,500 osób, a hala została wykupiona w całości. No i z pewnością będzie to bardzo ekscytujący wieczór dla wszystkich.
Zaledwie podczas godziny, musi zostać zakończona próba dźwięku. Podczas pierwszej trasy koncertowej nic nie może nie pójść po niczyjej myśli.
Tom: Tak, z pewnością jest się podekscytowanym przed koncertem. Ale tak chyba było od zawsze. Nawet, jeśli występowało się przed grupką pięciu osób, czuło się taką jakąś tremę. A dzisiaj przed paroma tysiącami, niesamowite.
Gustav: Zawsze bardzo się cieszę, na myśl o występach na żywo. Czasami jest tak, że gra się dla samego siebie, a zrobienie prawdziwego show, to działka Billa.
Bill: To jest tak, że musisz kilka tysięcy osób jakoś zainteresować i bawić się razem z nimi. Musisz to zrobić zupełnie sam, nie możesz patrzeć się na innych artystów, którzy występują po tobie albo przed tobą, czy polegać na jednym hicie jak na przykład „Durch den Monsun”, który wszyscy znają. Trzeba tam stanąć i bawić publiczność przez dobre 90 minut.
Georg: Przed każdym koncertem człowiek czuje takie uderzenie adrenaliny. Podczas każdego koncertu dzieje się coś nowego i człowiek uczy się czegoś nowego.
Podczas gdy chłopcy ćwiczą przed koncertem, Amelie i Jenny udają się za kulisy. Wyczekiwane od tak dawna spotkanie jest coraz bliżej…
Jenny: Jestem strasznie podniecona, serce zaczyna mi walić coraz szybciej, w brzuchu czuje motyle, super…
Amelie: Ja najbardziej obawiam się tego, że z całego zdenerwowania zapomnę to wszystko, o co chciałam zapytać.
Już tylko parę metrów dzieli Amelie i Jenny od chłopaków z Tokio Hotel.
(Teraz każdy się sobie przedstawia i podaje sobie rękę na przywitanie…po tym jak chłopcy mają już za sobą kilka podpisanych koszulek, plakatów i karteczek, nadchodzi czas normalnej konwersacji…)
Bill: Kiedy sobie zrobiłaś ten kolczyk? (pytanie skierowane do Amelie, która ma kolczyk w wardze, żeby była jasność)
Amelie: Niedawno, sama go sobie zrobiłam…sobie i jej…
Bill: Co sama sobie zrobiłaś, nie wierzę?! (I teraz następuje kolejny mój ulubiony moment w tym filmiku, o nazwie „mina Billa”, mówiąca „eee, co jest w ogóle grane?”)
Amelie: Ale, o który ci chodzi o ten w wardze, czy o ten w brwi, bo ten też sobie sama zrobiłam…nie no spokojnie nie miejcie takiej miny, przeżyłam jak widać!
Bill: Ja sobie sam nie potrafiłbym przekuć ucha a co dopiero wargę czy brew.
Jak to zazwyczaj podczas Met&Greet bywa, nadchodzi czas na robienie wspólnych fotek….No i jak to się często zdarza, wszystko, co dobre szybko się kończy, tak samo i to spotkanie dziewczyn z Tokio Hotel. Teraz chłopcy udają się na chwilę relaksu przed koncertem, który odbędzie się za niedługo, a dziewczyny zostaną odtransportowana do hali koncertowej.
Amelie: Niesamowite, ci chłopcy są naprawdę bardzo mili.
Jenny: Cała czwórka jest bardzo sympatyczna…teraz będę miała cały czas uśmiech na twarzy…
* Berlin 17.29 – Columbiahalle *
Nareszcie można wejść na halę. Ponad 3500 fanów, szturmuje w tym momencie halę. Amelie i Jenny muszą teraz wmieszać się w tłum fanów…
* Berlin 19.15 – początek koncertu *
Georg: Oczywiście, że jak człowiek stoi tam na scenie, to ma zupełnie miękkie kolana. W ogóle się o niczym nie wie. Jeśli ktoś by mnie zapytał jak było na koncercie, nie potrafiłbym mu odpowiedzieć na to pytanie…ma się czarną dziurę, nic się nie pamięta, tylko to, że koncert był udany…
Bill: W ogóle nie wiem jak mam to opisać. Jak się wychodzi na scenę, dostaje się jakby takiego kopniaka, publika krzyczy. A potem, gdy schodzę ze sceny w ogóle nie mam zielonego pojęcia, co robiłem parę minut wcześniej. Nie pamiętam jak się poruszałem i ani chwili nie myślę nad tym, co śpiewam, o tekstach piosenek, to po prostu przychodzi automatycznie…
Tom: Podczas koncertu czujesz się tak jakbyś był w jakimś transie, albo śnił. Mimo wszystko staram się czerpać z tego jak najwięcej…Wygraliśmy już tak wiele różnych nagród, będziemy grać naszą trasę jakby w dwóch częściach…niesamowite, to znaczy na obecny czas nie mamy żadnych innych marzeń związanych z muzyką. To, co teraz się dzieje, to jest to, co od zawsze było naszym wielkim marzeniem.

Translation & Pics
by Elli :)