Chłopcy z Tokio Hotel pełni zdziwienia, a zarazem zafascynowania i podniecenia obserwują, co się dzieje wokół nich. Zarówno oni jak i inne gwiazdy czekają z niecierpliwocią na ogłoszenie wyników i imienia tego artysty, który otrzyma statuetkę COMET w kategorii „Najlepszy debiut roku”. Tłumy fanów, których obecnocią a zarazem wielkim wsparciem mogą cieszyć się Tokio Hotel, doskonale wiedzą już, że…
Moderator: Teraz będzie głono! Nagrodę Comet 2005 w kategorii „Najlepszy debiut roku”, otrzymują……TOKIO HOTEL!
Wród fanów panuje niebywała euforia i duma, że to włanie ich gwiazdy otrzymały ową nagrodę. Sami za chłopcy nie mogą w to uwierzyć. Jednak cali szczęliwi, w takt swojej debiutanckiej piosenki „Durch den Monsun”, pędzą na scenę by odebrać swoją, zasłużoną nagrodę…
Bill: WoW! Jestem bardzo zaskoczony i sądzę, że chyba żaden z nas się tego nie spodziewał. To wszystko stało się tak szybko, a to wszystko dzięki tej jednej piosence, dzięki „Durch den Monsun”! Jestemy tak bardzo wdzięczni. O boże nie wiem, co mam powiedzieć! Dziękuję naszej rodzinie i wszystkim naszym przyjaciołom…przyjaciołom oczywicie wielkie podziękowania dla Was! Bardzo dziękujemy! Dziękujemy, że pozowalicie nam przeżyć co takiego…
…Teraz cofnijmy się w czasie i zobaczmy, co działo się parę godzin wczeniej…
Godzina 17.00 Ankunf Arena Obernhausen – 27 godzin do rozpoczęcia COMET
Chłopcy wychodzą ze swojego słynnego czarnego vana, obładowani torbami. Gdy samochód parkuje z tyłu hali, Tom, Gustav i Georg wyładowują swój sprzęt. Jak zwykle Bill się obija ;], ponieważ jego mikrofon mieci się w kieszeni jego spodni…
A Gustav to się dopiero odzwiga biedaczysko…
Gdy to „zadanie” mają za sobą swoje kroki kierują do wnętrza olbrzymiej hali koncertowej w Obernhausen. Bill i pozostali członkowie grupy, nie mogą uwierzyć w to co widzą. W ich oczach widać zarówno przerażenie jak i iskierki podniecenia na myl o wystąpieniu na takiej scenie. Biorąc pod uwagę, że były to jeszcze początki istnienia zespołu, z tego, co pamiętam to był początek października, czyli od ich debiutu minęło jakie ponad dwa miesiące, z pewnocią chłopaki myleli sobie „…kurczę nawet gdybymy chcieli, nigdy nie będziemy w stanie wypełnić takiej hali na koncercie”…Eh jak bardzo się wówczas mylili….
Wracając do podziwiania przez naszych chłopców owej hali, jak to Bill ma oczywicie w zwyczaju interesowało go wszystko, ale to chyba normalne skoro takie rzeczy jak choćby owa hala były dla niego czym zupełnie nowym…
Bill: To co niesamowitego. Wszystko wygląda pięknie, trybuny są fajnie ułożone idą tak do góry, więc publicznoć może obserwować praktycznie z każdego miejsca w tej hali, co dzieje się na scenie. Tym bardziej, że ci co stoją na scenie są owietlani przez wiele reflektorów, co tym samym czyni, że są bardzo dobrze widoczni…mylę, że to wszystko jest bardzo dobrze wymylone i zrobione.
18.00 Próba dźwięku – 26 godzin do rozpoczęcia COMET
Bill: Mylę, że to ustawienie, że wokalista stoi na samym przedzie, a pozostali tak jakby wyłaniali się po jego bokach, to fajny pomysł.
Gustav jest taki bardziej spokojny. Trzyma się trochę z boku i jest bardzo szczęliwy z tego, że może zasiadać za swoją perkusją, zza której nie musi się zbytnio wychylać.
Tom muszę powiedzieć, że wraz ze swoją gitarą, zachowuje się naprawdę jak pajac. Jednak jest zawsze moim wsparciem na scenie.
Georg to taki typowy basista. Troszkę zapatrzony w siebie, ale jednoczenie bardzo spokojny. Takie pomieszanie, jednak mylę, że jest szczęliwy, z tego taki, jaki jest.
Tom: Bill jest bardzo „tajemniczy” i często trzyma się od nas z daleka, bo woli siedzieć sam. Również nie robi z nami wielu rzeczy, jeli nie ma na to ochoty, jednak nikt go do niczego nie zmusza.
No i trwają próby przed pierwszym, wielkim występem Tokio Hotel. Z powodów niezależnych od Billa, mam tutaj na myli jego mutację głosu, chłopcy są zmuszeni grać z playbacku, co robią niechętnie, ale dla lepszego brzmienia i ewentualnych późniejszych komplikacji w czasie trwania występu przystają na tę decyzję.
Jak tak, obserwuję ówczesne ruchy Billa to chce mi się z niego strasznie miać, zresztą teraźniejsze jego ruchy są jeszcze mieszniejsze, ale…powiem wam jedno, że fajnie jest tak sobie powspominać i popatrzeć jak to kiedy czwórka zupełnie niedowiadczonych i tak bardzo niemiałych chłopców rozpoczęła swoją wędrówkę po szczeblach drabiny zwanej „show biznesem”.
A tak jeszcze wtrącę, wiecie, co mnie jeszcze mieszy i to nie tylko w Billu, ale i w pozostałych członkach zespołu? Mianowicie to, że jak idzie piosenka z playbacku to chłopaki się tak strasznie wczuwają w to wszystko. Teraz może jest to mniej widoczne, bo jak wiadomo praktyka czyni mistrza, ale przedtem wyglądało to tak komicznie, jak Tom, mimo, że nie miał podłączonego wzmacniacza do gitary tak się wczuwał w granie na niej, a Georg mało nie złamał sobie kręgosłupa wyginając się to tyłu wraz ze swoją basówką, o Billu to już w ogóle nie wspomnę, bo jego wczuwanie się i „wydzieranie” w mikrofon wygląda nie tyle komicznie, co słodko.
A najlepszy ubaw z tego wszystkiego ma jak widać Gustav, który obserwując ich zza swojej perkusji myli sobie, „Ale z was głąby, przecież widać, że gracie z playbacku” to był taki żarcik na rozluźnienie i jedziemy dalej…
Tom: To całe zamieszanie i to wszystko jest jeszcze dla nas nie całkiem to przyjęcia, ale przyzwyczajamy się. Mimo wszystko jestemy nieźle nakręceni…
No i w tym momencie filmu następuje moja ulubiona akcja jak Tom i Georg znęcają się nad biednym Bidonem (znaczy Billem ;]) i próbują go zrzucić z jakiej platformy na kółkach…
O i zbliżenie na koszulkę z napisem „American idiot” ciekawe, co sam Bill chciał przez to powiedzieć….
11 rano (następnego dnia) Pokój hotelowy – 9 godzin do rozpoczęcia COMET
Scena, którą zaraz ujrzycie naprawdę mrozi krew w żyłach i osobom o słabych nerwach radziłabym żeby wyszły na ten moment na przykład do kuchni po co smacznego (no, bo przecież takiego spektaklu nie można oglądać o suchym pysku, jak to moja rodzinka zawsze powtarza…), albo ominęły ów fragment, ponieważ…mili państwo wkraczamy do pokoju gdzie przez całą noc urzędowali bracia K. znani również jako bracia Kaulitz – Tom i Bill. Jak państwo widzą, jak to faceci nie przywiązują większej uwagi do…porządku?!
Na pierwszym planie widać wiele paczek po chipsach (ach ta niezdrowa żywnoć do poduszki…) butelki po coli (czyżby to była cola…)
no i łóżko, o którym miałabym nawet rzec, że wygląda jakby przeszło po nim tornado i tajfun w jednym! Aha, teraz jak weszli kamerzyci to próbują grać za porządnickich i sprzątają po sobie, ale w głębi serca jest im naprawdę wstyd za tej bajzel. Oj nie ładniej panowie Kaulitz, nie ładnie, ciekawa jestem, co by powiedziała na to wasza mama…
Tom: W ogóle nie mam ochoty się stąd ruszać…bardzo się boję i jestem niesamowicie zdenerwowany. To przykre, tym bardziej, że przed każdym występem jestem niesamowicie podekscytowany.
Po prowizorycznym uporządkowaniu swojego loku, bliźniacy jadą na spotkanie z kolejną dwójką – Gustawem i Georgem.
Ale zanim to nastąpi, Bill musi się zrewanżować jako Tomowi, za to, że ten przez całą noc chrapał i Bill nie mógł zmrużyć oka. Najlepszym sposobem na to, jest bitwa na…najlepiej do takich celów użyć tego, co w danej chwili trzyma się w ręce. Tom w tej rundzie jest bez szans patrząc, na to, że w jednej ręce jego brat ma torbę a w drugiej pokaźnych rozmiarów walizkę ;]. Swoją drogą nie ładnie Bill tak propagować przemoc w rodzinie…
Gdy bliźniacy są już na piętrze próbują się dobić do pokoju pozostałej dwójki, ale jak widać, nie spieszy im się z tą czynnocią, więc Tom próbuje użyć swojej siły perswazji, czyt. wydrzeć się „Otwierać drzwi!”. I jak widać poskutkowało…”Czyżbymy, w czym przeszkodzi…?”, myli sobie Bill.
I teraz ponownie moi mili państwo proszę osoby o słabych nerwach aby opuciły pomieszczenie, w którym się włanie znajdują, albo niech oglądają na swoją własną odpowiedzialnoć…wchodzimy teraz do „apartamentu G&G” (wiadomo o co chodzi ;]).
Mój boże ja bym im zamiast kursu prawa jazda to urządziła kurs, „Jak posprzątać po sobie chlew w pokojach hotelowych”, bardziej im by się to przydało. Swoją drogą czy mi się wydaje, czy w tym pokoju jest jedno łóżko
(po 10 minutach fascynujących reklam o nowym wybielaczu, proszku do prania, kolejnych nowociach z działu cukierniczego i nowych modeli telefonów komórkowych, czas na co konkretnego…)
…Żarty, żartami…dobra już jestem poważna i zabieram się za dalsze tłumaczenie…
Georg: Czuję, że to wietne przedstawienie co zmieni…godzinę przed występem czuje się takie jakby mrowienie i podniecenie…
Gustav: Na godzinę, przed występem na pewno będzie gorąco…tak mi się wydaje…Stajesz na scenie, kolejne minuty będą mijać z prędkocią wiatła…nagle koniec, zejcie ze sceny…to naprawdę niesamowite przeżycie…
Co mi się widzi, że Gustav przedtem było jako bardziej…rozmowny?! Nie no Gustavku nie można być takim wstydnisiem, trzeba brać przykład z tego, jakim się było kiedy,…czyli nawet wygadanym. To taka mała rada na przyszłoć…
Wszyscy wypoczęci i najedzeni, zmierzają w kierunku drzwi wyjciowych…na przedzie Gustav, z Billem, a z tyłu Tom z Gerogem, jak zwykle dyskutują o tym jak poderwać kolejną dziewczynę. Tych dwoje to naprawdę ma nerwy i cierpliwoć, oby tak dalej chłopaki.
Chłopcy wchodząc z hotelu, myląc, że będą mogli spokojnie wejć do vana i pojechać do hali w Obernhausen byli w wielkim błędzie. Jak widać już wtedy łowcy autografów, jak i sami wielbiciele Tokio Hotel od wczesnych godzin porannych czekali na swoje gwiazdki…
12.00 (po południu) Hotel Lobby – 8 godzin do rozpoczęcia COMET
No i powoli zaczynają się, spotkania z fanami, zdjęcia, pozowanie, rozdawanie autografów, nawet rozmowy, szkoda tylko, że to wszystko było tylko na początku…teraz takie spotkanie z pewnocią nie byłoby możliwe, a szkoda…
Tom: Super, że mamy tyle fanów płci żeńskiej, ale cieszę się również, jeli wród nich pojawią się też przedstawiciele płci przeciwnej. Dostajemy dużo listów od męskiej częci fanów, bywa, że są to również listy miłosne, ale większoć uważa naszą muzykę za wietną, co mnie osobicie bardzo cieszy! Bardzo się cieszę, również z takich listów, w których ludzie piszą nam, że mają swoje własne zespoły, a my pokazalimy im, że również w tak młodym wieku można co osiągnąć.
Gustav: To, co mnie najbardziej cieszy jest to, że mogę chyba jako jedyny z zespołu wyjć normalnie na ulicę. Na przykład, gdy idziemy w grupie, ja mam założoną czapeczkę, co mi bardzo ułatwia życie…to na przykład w czasie, gdy ja sobie spokojnie idę, a jakie 20 metrów przede mną idzie Bill, to ten zdąży w tym czasie rozdać już masę autografów…
Bill: Muszę powiedzieć, że dla mnie byłoby naprawdę ciężko w tym momencie znaleźć sobie dziewczynę. Ponieważ, nie wiadomo, czy dana dziewczyna interesuje się tobą w tym sensie, że uważa ciebie za fajną osobę, czy tylko przez to, że jeste znany. Wiadomo, że teraz poznajemy wiele nowych ludzi…To są włanie te dwie strony medalu…nie można być tak na 100% pewnym.
Tom: Zbudowanie teraz takiego prawdziwego związku byłoby z pewnocią bardzo trudne. Ponieważ nigdy nie można być pewnym intencji danej dziewczyny, która może być z tobą za to, że cię kocha, albo po prostu, dlatego, że jeste kim znanym.
Georg: W tym momencie na jakikolwiek związek i tak nie ma czasu. Związek z kim zobowiązuje do spędzania ze sobą czasu, byciu ze sobą, a na to w tym momencie naprawdę nie mam czasu.
W rytmach taktów piosenki, która została podłożona w materiale filmowym „Freunde bleiben”, cała czwórka opuszcza hotel Lobby i zmierza do swojego celu, czym jest – hala w Obernhausen….
Tom: Jeli komu przyszłoby do głowy kiedykolwiek opucić zespół, pewnie spróbowalibymy to jako rozwiązać. I z pewnocią rodzina i przyjaciele mieli by w tej sprawie też co do powiedzenia.
W tym monecie ponownie pozwolę wtrącić swoje czterech grosze, gdyż tutaj ma miejsce, ponowne używanie przemocy wobec Toma. Najpierw Bill się nad nim znęcał a teraz Gustav, no, kto by pomylał. Walka na łaskotki, kto wytrzyma więcej….Swoją drogą ciekawe, dlaczego Gustav siedzi między Billem a Tomem, czyżby się bali, że Bill ponownie zaatakuje Toma i załaskocze go tym razem na mierć…
Gustav: Wszyscy razem tworzymy zgraną paczkę przyjaciół. Gdy na przykład kto ma zły dzień, od razu to po nim poznajemy i zostawimy go w spokoju, bo wiemy, że chce wtedy zostać sam. Nieźle bawimy się podczas jazdy w samochodzie i nigdy razem się nie nudzimy. Bardzo dobrze się ze sobą rozumiemy. Oczywicie każdy z nas ma również soich przyjaciół poza zespołem.
Georg: Jest naprawdę niezła zabawa i bardzo cieszę się, gdy jedziemy wszyscy razem w autobusie i się razem wygłupiamy.
Znowu zabójcza mina Toma na widok wrzeszczących fanek, czekających na wejcie do hali. Ta mina mówi sama za siebie „O cholera, co się tutaj dzieje?”, albo „Mamusiu zabierz mnie stąd!”.
13.00 Arena Obernhausen – 7 godzin do rozpoczęcia COMET
Ach te rozwrzeszczane fani, bądź też w niektórych przypadkach fanatyczki, jak kto woli…widać, że już wtedy zarówno sami chłopcy jak i inni ludzie, mogli zobaczy, jakie emocje wzbudzają wród fanów, swoją obecnocią. Niesamowite, że do dzisiaj to przetrwało, ptfu,…co ja mówię, nie doć, że przetrwało, a nasiliło się to jeszcze bardziej….
13.15 Catering
Czas na żarełko, jakby to kto powiedział. Jak wiadomo, bliźniacy są zawsze głodni szczególnie Bill, więc nadszedł czas na dożywienie swoich domagających się już od paru godzin pustych żołądków…co my tutaj mam…hmmm wszystko wygląda wymienicie, „najlepiej by było gdyby można było spróbować wszystkiego”, myli sobie Bill, ale zaraz dodaje „przecież trzeba się dobrze zachować, i wykorzystać jako te lekcje mamusi o dobrych manierach przy stole”…
Tom jak widać jest troszkę zdegustowany widząc, że całe menu jest tak jakby obiadowe, a on sam chciał jeszcze się dożywić na niadanie. Swoją drogą niadanie, po 13, czego to ludzie nie wymylą…Jak widać nie tylko ich brzuchy domagają się napełnienia, ale i wielu członków ekipy, z którymi chłopcy z Tokio Hotel zdążyli się już zapoznać.
„Mmmm” – z pewnocią wiele z was tak zrobi, gdy ujrzy Toma zajadającego truskawkę. Wygląda to niemalże apetycznie…
Bill: Musze powiedzieć, że ten cały catering jest bardzo fajnie wymylony. Taka miła atmosfera tutaj panuje i w ogóle.
Po obfitym obiadku, trzeba troszkę spalić te kalorie, a najlepszym na to sposobem będzie zwiedzanie całej hali, jak to się mówi „od kuchni”. Idźmy, więc po kolei…
15.00 Backstage – 5 godzin do rozpoczęcia COMET
Bill: Zobaczcie, nie ma nas na tej licie, ponieważ jestemy nominowani do nagrody.
Tom: Tutaj mamy drzwi, za którymi ukrywają się „Die Toten Sosen”.
Bill: Miłosne gniazdko Sahar i Marc… (chodzi tutaj oczywicie o Sarah Connor i Marc’a Terenzzi)…Co mi się wydaje, że Tom miał wielką ochotę na to by ucisnąć dłoń Marca.
Tom: Nie zapomnij również o ucałowaniu dłoni…
Bill: Dobra niech ci będzie…
Wszyscy mają tancerki, no Stefan Raab ma też tancerki, a my nie! Też powinnimy je mieć. Tak sobie spacerujemy, a ja czekam tylko na jedno, gdy w końcu spotkam Nenę. Ale jeszcze się na nią nie natknęlimy, więc musimy jej poszukać.
No i jest, mili państwo, w tym momencie jestemy wiadkami niebywałego wydarzenia, gdy po raz pierwszy Bill spotyka swoją idolkę – Nenę! Jak widać jego radoć jest naprawdę wielka i tym samym kolejne z jego marzeń się spełniło, szczęciarz jeden…
Nena: Wreszcie was widzę! Częć!
…Znowu muszę się wtrącić, bo nie mogę po prostu…zwróćcie uwagę na Billa, jak bardzo się cieszy. Normalnie jak małe dziecko, któremu podarowano lizaka albo pluszowego misia. …Aha i jeszcze dodam, że uwielbiam ten gest Billa, gdy klaszcze w łapki, wygląda wtedy naprawdę słodko….
Nena: Jeli będziecie mieć chwilę to przyjdziecie do mnie, moja garderoba jest tam z tyłu to sobie pogadamy…No to trzymacie się i do zobaczenia!
Nie, no Bill to jest szczęciarz normalnie…nie doć, że spotkał Nene to jeszcze sobie z nią będzie mógł normalnie pogadać, też tak chce…
Bill: Tak, więc no musze powiedzieć, że było super, czekałem na to bardzo długo. Super bardzo się cieszę…a tak w ogóle to mam nadzieję, że tera będziemy mogli spotkać wiele sławnych osób. Chodzi o to, że jestemy oczywicie tymi samymi ludźmi, co wczeniej, ale możemy wejć na przykład choćby za kulisy i brać udział w takich imprezach jak ta. Super!
16.00 Wywiad dla magazynu „Sugar” – 4 godzin do rozpoczęcia COMET
Kolejna czynnoć, która stanie się dla chłopaków od tej pory chlebem powszednim – udzielanie wywiadów. Ale jak widać weszło im to w krew i sprawia wiele frajdy…
16.30 Wywiad dla MTV
Georg: Bardzo chętnie gramy na żywo. To było dla nas zawsze co, czego pragnęlimy i co nas wyróżnia. Rano mielimy próby, teraz parę wywiadów. Na początku było nam trochę głupio, ale potem przyzwyczailimy się to tego i udzielamy ich z wielką chęcią.
17.00 Sesja zdjęciowa dla BRAVO
Muszę przyznać, że ta sesja była naprawdę fajna i daje się zauważyć, że już wtedy Bill było niezłym modelem, co widać również teraz, ale również widać jak wielką frajdę mu to sprawiało i jak bardzo zarówno on jak i pozostali bardzo się z tego cieszyli…
Gustav: Bardzo fajne dowiadczenie i to naprawdę fajne uczucie wiedząc, że ludzie się na ciebie patrzą i oglądają, co się dzieje. Całkiem fajne…
Kolejny odcinek z serii „rozdawanie autografów”. Tak na marginesie to jestem ciekawa ile oni ich już rozdali i komu dali swój pierwszy autograf. Ciekawe pytanie…
Tom: Nasz rozkład dnia uległ zmianie. Jasne, że zostajemy rozpoznani gdziekolwiek nie pójdziemy. Bardzo dużo czasu spędzamy na jeździe do różnych miast. A w szkole mamy przerwę, więc możemy to wszystko jako lepiej zorganizować.
Bill: Teraz robimy praktycznie to samo, co robilimy do tej pory po szkole. Zawsze po lekcjach spotykalimy się w naszym pokoju prób i gralimy nasze piosenki. I możemy to teraz robić praktycznie cały czas. To jest tak, że jeli mamy trochę wolnego to próbujemy się uczyć i da to się jako dobrze połączyć…
Georg: Często bywało tak, że podczas lekcji, przychodziła do mojej klasy sekretarka i wzywała mnie do dyrektora, u którego siedział już jaki dziennikarz, który chciał przeprowadzić ze mną wywiad, więc było to trochę denerwujące.
18.00 Próba Generalna – 2 godzin do rozpoczęcia COMET
I zaczęło się…próba generalna to już nie przelewki i wszystko musi być już zapięte na ostatni guzik. W powietrzu da się wyczuć atmosferę zdenerwowania przed całym występem, zarówno wród ekipy zajmującej się organizacją wszystkiego, jak i wród naszych ulubieńców. Wygląda na to, że Tokio Hotel na scenie czują się jak rybki w wodzie, a granie koncertów to ich żywioł. Ostatnie dzięki „Durch den Monsun”, wskazówki od reżyserów i koniec. Teraz pozostaje tylko czekać na swoją kolej podczas imprezy i dać z siebie wszystko…
Tom: Świetne uczucie…jednak powiem wam tak, że nawet gdybym w pewnym momencie spanikował i nie chciał wyjć na scenę, to zrobiłbym to dla fanów, bo należy im się to…
18.23 jeszcze 3 minuty do wyjcia na czerwony dywan
Bill: Czy kto ma czarną kredkę do oczu?
Tom: Nie…
Ach gorączkowe ostatnie przygotowania, jak wiadomo odwieżenie do podstawa sukcesu można bierzmy przykład z Gustava ;]
Georg: Zawsze biegamy w popiechu…
Bill: Przyjechalimy tutaj rano i siedzimy tak już cały dzień.
Tom: Ja jestem ubrany normalnie, tak samo ubierałem się do szkoły…
18.30 Czerwony Dywan
Proszę Państwa tłumy szaleją! Piski, okrzyki nie mają końca, gdy na sławny czerwony dywan, na którym zawsze, przed jaką wielką imprezą pojawiają się gwiazdy każdego kalibru. To samo towarzyszy chłopakom z Tokio Hotel!
Rozdawanie autografów, zdjęcia…chyba niczego wiadomi chłopcy nie zdają sobie nawet sprawy, że ten dzień zmieni jeszcze bardziej ich życie, a to, o czym do tej pory tylko marzyli stanie się rzeczywistocią….
Po jakby to nazwać „napadzie” na chłopaków: Tom, Bill, Gustav i Georg wchodzą za kulisy na halę Obernhausen.
Bill: Niesamowite! Mylę, że jeszcze nigdy nie było, aż tyle ludzi, podczas powitania gwiazd na czerwonym dywanie. Byłem naprawdę zaskoczony, że tak wiele ich tam stoi. No i teraz nadchodzi to podniecenie i już nie możemy doczekać się występu!
Translation & Pics
by Elli :)