menu

  • Band
  • Fanclub
  • Live
  • Media
  • Muzyka

Na początek

Jesteś na stronie Oficjalnego Polskiego Fanclubu Tokio Hotel. Mamy nadzieję, że chętnie będziesz odkrywał tu kolejne działy i miło spędzisz czas. Jeśli jednak nie jesteś fanem i wszedłeś tylko z ciekawości, to koniecznie odwiedź najpierw tę zakładkę. W razie problemów służymy pomocą w komentarzach oraz pod adresem e-mail: fan@tokiohotel-fanclub.pl

PLMSN for…

    Klikając w banner powyżej dowiesz się o najnowszym projekcie, a klikając w linki poniżej poznasz stałe metody promowania Tokio Hotel!

  • Zakup płyt CD i DVD
  • Rejestracja w Fanclubie
  • Streetteaming

FC Stuff




Twitter

Meta

  • Zarejestruj się
  • Zaloguj się
  • Kanał RSS z wpisami
  • Kanał RSS z komentarzami
  • WordPress.org

Tokio Hotel Buzz

  • If I Die Tomorrow już dostępne do pobrania!
  • News mix!
  • Powrót do przeszłości
  • Wyniki konkursu rocznicowego!
  • Wesołych Świąt Wielkanocnych!

Kategorie

  • BILD
  • BRAVO
  • DVD
  • INNE
  • News
  • Piosenki DE/PL
  • Piosenki EN
  • Piosenki EN/PL
  • Piosenki [wersja niemiecka]
  • POPCORN
  • Prasa 2005
  • Prasa 2006
  • Prasa 2007
  • Prasa 2008
  • Prasa 2009
  • Prasa 2010
  • Prasa 2011
  • Programy TV
  • Top Of The Pops
  • Wywiady
  • Yam!

Szukaj

Nasze Strony


online

Reklama

Tokio Hotel w programie J.B. Kerner 05.09.06

22.03.2009 | Posted in : Programy TV by FC Team

J.B. Kerner: Serdecznie witamy Billa i Toma Kaulitz. Mielicie ostatnio urodziny, więc wszystkiego najlepszego…

Bliźniacy: Dziękujemy bardzo…

J.B. Kerner: Znowu zajmujecie pierwsze miejsca na listach przebojów, jednak nie jest to dla was jakie zaskoczenie…?

Bill: Już przy trzecim singlu bardzo się zdziwilimy, potem wypucilimy czwarty. Chcemy by fani ciągle dostawali co nowego, dlatego robilimy teraz co nowego, przerobilimy stare piosenki, dodalimy cieżki bonusowe i trochę materiału z koncertów. Ale przy czwartym singlu jestemy naprawdę zaskoczeni tym bardziej, że ludzie znają już tę piosenkę…Zarówno dla nas jak i dla producentów czy wytwórni to zaskoczenie…

J.B. Kerner: Jaki rok temu po raz pierwszy gocilicie w moim programie, co zmieniło się przez ten tak długi okres czasu?

Tom: Ostatnio bylimy, gdy to wszystko dopiero się zaczynało,…gdy wyszła nasza pierwsza płyta, tak…? Ok. Bardzo dużo podróżowalimy, bylimy w trasie, praktycznie non stop. Gralimy naprawdę duże koncerty, a w ostatnią sobotę zagralimy koncert pożegnalny. Było naprawdę wiele dużych koncertów, sprzedalimy wiele biletów, było naprawdę super. Wygralimy parę nagród…

J.B. Kerner: Lepiej byłoby powiedzieć, jakich nie wygralicie było by prociej…

Tom: Tak…wszystko było naprawdę zaskakujące…

Bill: Wszystko bardzo się zmieniło…

J.B. Kerner: Zadałem wam pytanie, a ty (do Toma) opowiedziałe to nieco pobrzeżnie o trasie, koncertach, biletach itp. Jednak mnie ciekawi fakt, czy wy sami macie odczucie, że się zmienilicie…?

Bill: Mam nadzieję, że nie zmienilimy się jako osoby. Jestemy w ciągłym kontakcie z naszymi rodzinami, przyjaciółmi jest to bardzo dobre, tym bardziej, że mamy takie burzliwe życie. Mylę, że najważniejsze jest też to, że istniejemy jako zespół już bardzo długo, bo prawie szeć lat. Wygląda to inaczej niż, przy takim zespole z castingu, wtedy wszystko toczy się bardzo szybko i równie szybko się kończy.

J.B. Kerner: To znaczy, że możecie normalnie dogadać się z tymi osobami, z którymi przyjaźnilicie się wczeniej, ze swoimi znajomymi ze szkoły…

Tom: Z tymi kolegami ze szkoły to różnie bywało. Nie mielimy tam zbyt wiele znajomych, bo znielubilimy szkoły. Jasne, że z czasem wyszło na jaw, kto jest tym prawdziwym kumple, przyjacielem, a kto nie…Jednak mimo wszystko mamy swoich, prawdziwych przyjaciół…

J.B. Kerner: Kogo bycie się zapytali, gdybycie mieli takie przeczucie, że zmienilicie się..?

Bill: Mylę, że nie musimy nikogo o to pytać, ponieważ nasze rodziny i przyjaciele, powiedzieliby nam o tym. Oni byliby pewnie pierwszymi, którzy zdaliby sobie z tego sprawę.

J.B. Kerner: Czy przez ostatnie miesiące pojawiało się u was co takiego jak „nuda”?

Tom: Nie i jestem z tego bardzo zadowolony…Jak wiadomo trochę pochodzilimy do szkoły, między innymi, dlatego, że nienawidzilimy tej szkolnej nudy…

Bill: Osobicie uważam, że co takiego jak „nuda” to koszmar. Bardzo cieszę się z tego, co robimy, i że każdy dzień wygląda zupełnie inaczej…

J.B. Kerner: Ale dlaczego wiele ludzi czasem miewa taki stan i nie narzeka…

Tom: Tak, ale to naprawdę głupie…Nasz zwyczajny nudny dzień szkolny wyglądał tak, że wstawalimy o 5.30, jechalimy autobusem do szkoły, spotykalimy ludzi których tak naprawdę w ogóle nie trawilimy…I nauczyciele…ogólnie to chodziło zawsze o szkołę i nauczycieli, pomijając fakt, że była to bardzo dobra szkoła…Ale ten typowy rozkład dnia…osiem godzin w szkole, potem do domu, zrobić zadanie, położyć się i następnego dnia znowu to samo…Mylę, że nie jestemy po prostu stworzeni do takiego biegu dnia…

J.B. Kerner: Wyobrażasz sobie jak trudne jest takie życie dla młodego, siedemnastoletniego człowieka?

Jochen Busze: Tak jestem w stanie sobie to wyobrazić, to idealne pytanie dla mnie. Jako młody aktor przeżywałem dokładnie to samo. Nie było to dla mnie zbyt proste i nie dałem sobie z tym rady. Nawet to przekonanie, że „pozostajemy sobie wierni”, to jest naprawdę godne podziwu. Mówiąc, że nie zmienilimy się, twardo przy tym się upierając wzmacnia charakter.

J.B. Kerner: Osobicie, nie widzę żadnych zmian. Są tak samo entuzjastycznie nastawieni, można prowadzić mieszne rozmowy…Nie macie tego wszystkiego doć…?

Tom: Nie mamy bardzo duży zespół, ludzi, którzy nas ciągle odwiedzają, zespół producentów, wiele osób z wytwórni płytowej, ludzi, którzy ciągle są z nami oraz managera trasy koncertowej. Jestemy bardzo dobrymi kolegami, dobrze się rozumiemy.

Bill: To bardzo ważne żeby rozumieć się z całym zespołem i ekipą, ludzki, z którymi jest się praktycznie cały czas, dobrze jest znaleźć z nimi wspólny język. To jest tak, że otwieramy rano drzwi, a oni już tam stoją…ważne jest żeby w ich towarzystwie czuć się dobrze. To jest najważniejsze…

J.B. Kerner: A czy taki siedemnastolatek jak wy czuje się dobrze, gdy przez cały czas chodzi za nim ochroniarz?

Bill: Nie zawsze są przy nas. Przyznam się, że na początku było to dla mnie trochę dziwne i krępujące, ponieważ bylimy do pewnego momentu zupełnie wolnymi ludźmi, wychodzilimy, kiedy chcielimy i robilimy to, na co mielimy ochotę…Czasem wychodzę po prostu w czapeczce i kapturze, a wtedy obchodzi się bez ochroniarzy…

J.B. Kerner: Ale wtedy twoja fryzura się niszczy…

Bill: Wtedy jej nie ma (miech)! Kiedy mylałem nawet o peruce czy czym takim, ale nie, jednak jak założymy jakie „przebranie” naprawdę nie potrzebujemy ochroniarzy. Gdy jedziemy wspólnie z zespołem wtedy są niezbędni. Wiele osób myli, że to nie potrzebne, jednak my spotykamy codziennie tak wiele osób, fanów, że ochroniarze są obecni chociażby ze względów bezpieczeństwa, na przykład podczas koncertów, co jest dla nas bardzo ważne. Na koncertach jest obecnych 30-40 tys. osób i trzeba to jako logicznie rozplanować by zapewnić wszystkim bezpieczeństwo.

J.B. Kerner: Spotykacie się z przeciwnikami tego, co robicie?

Tom: Jasne, zawsze tak jest, to kolej rzeczy…bywają ludzie, którzy nie trawią naszej muzyki. Ja sam nie lubię wszystkiego, co na przykład słucha Bill. Ale to też kwestia zazdroci, młodych zespołów, czy też starszych grup…

Bill: Tak, to co, co próbujemy naprawdę zrozumieć. Doskonale wiemy jak wyglądają początki, bo sami bardzo długo spędzilimy w pokojach prób i gralimy w klubach. Oczywicie bylimy wtedy jeszcze bardzo młodzi, ale są na przykład zespoły, które istnieją dwa razy dłużej niż my i do tej pory grają w klubach i nie widzieli jeszcze dużej sceny…trenują w garażach i występują w klubach przed pięcioma osobami. Jasne, że wszystko może przeminąć, ale jednak to wszystko, co osiągnęlimy to naprawdę była ciężka praca…

J.B. Kerner: Można powiedzieć, że Tokio Hotel istnieje już od paru lat. Sprawdźmy to oglądając starszy materiał, gdy bylicie młodsi…

(fragment z DVD „Leb die Sekunde” – „Devilish”)

Bill: To było chyba jakie trzy, cztery lata temu…


J.B. Kerner: Już jako bardzo młode osoby chcielicie tej sławy, popularnoci, chcemy być rozpoznawani i chcemy by inni słuchali naszej muzyki. Mam pytanie skąd w ogóle taki pomysł ta chęć pokazania się…?

Tom: Jako zespół zawsze marzy się o tym by wystąpić kiedy na dużej scenie. W naszym przypadku to było tak, że chcielimy pokazać innym naszą muzykę. Na początku tworzylimy muzykę we dwójkę i wtedy było jeszcze gorzej niż to, co przed chwilą widzielimy…żeby było jasne nikt nam o tym nie powiedział, każdy chwalił nasze starania…

Bill: I wtedy zaczęlimy wysyłać nasze demo tam gdzie się tylko da…wysłalimy je do VIVY, stacji telewizyjnych, do wytwórni płytowych…

Tom: Chyba nawet i do tej, z którą teraz współpracujemy…

Goć 2: Ale kto był tym prowodyrem? Kto popychał was w tym kierunku bycie to robili i osiągnęli to wszystko. Patrząc na wczeniejsze materiały bylicie niezwykle młodzi…

Bill: Wszystko zaczęło się w małym klubie gdzie włanie występowalimy…Jeden z producentów zauważył nas i powiedział, że uważa, iż to, co robimy jest naprawdę wietne, przyjdźcie do studia i zróbmy co razem…I to, co widzielimy przedtem to włanie z tych czasów, kiedy nagrywalimy nasz pierwszy album, co zajęło nam prawie dwa lata…Nie wiedzielimy kompletnie nic, jak publikuje się singiel czy album, ale wspólnymi siłami dalimy radę. Pisalimy teksty do piosenek, muzykę…

Tom: Przez długi czas dużo wspólnie gralimy i tworzylimy teksty piosenek…

Bill: Potem pewnego dnia, wytwórnia płytowa zaprosiła nas do siebie i kazali nam pokazać, co zrobilimy…spodobało się…bylimy zaskoczeni…potem wyszedł nasz pierwszy singiel, który zyskał wielką popularnoć, popularnoć, który został wyprodukowany tylko w kilkuset egzemplarzach…

J.B. Kerner: Zaprosilimy do studia osobę, redaktora naczelnego, BRAVO, które towarzyszy i wspiera was od początku waszej kariery. W ich historii jeszcze nigdy się to nie zdarzyło…Bylicie 18 razy na okładce…ach przepraszam dochodzą mnie słuchy, że 21 razy! Jednak już od najmłodszych lat można było was oglądać, dowodem na to jest film „Szaleję za Tobą!”. Możecie nam powiedzieć, który to, który…

Bill: Nie wiem…A nie, nie Tom miał tego żółtego psa, a ja tego białego…

J.B. Kerner: Czyli to jest Tom, a to Bill…

Razem: Tak!

J.B. Kerner: Dzięki za poprawkę…To było jakie parę lat temu…A czy możemy teraz obejrzeć jego fragment…?

(Fragment filmu)

J.B. Kerner: Krótkie, ale treciwe…Dziewczyny szaleją za wami jak widać, jednak czy nie macie tego czasem doć…?

Bill: Nie. W sumie ten rok tak szybko minął…Właciwie to delektujemy się każdą chwilą tego sukcesu…Być może jak co takiego będzie trwać przez na przykład 20 lat to z pewnocią przyjdą takie momenty, jednak na razie nie…

J.B. Kerner: Czy dla takiego siedemnastolatka, to obciążenie mieć wiadomoć tego, że jest się wzorem dla całej generacji nastolatków?

Tom: Nie jest to jakim obciążeniem…

Bill: Nie odbieramy tego w taki sposób. Nie mówimy ok., robimy teraz to i to, bo jestemy dla innych wzorem…było by to zupełnie bez sensu…jestemy normalnymi ludźmi i robimy też takie rzeczy jak osoby w naszym wieku…

J.B. Kerner: Do tego jeszcze wrócimy…A ten pearcing na wardze. Z pewnocią jest wiele takich osób, które mówią „chcę mieć taki sam!”.

Tom: Jeli chodzi o te rzeczy nie powinno się nas brać za wzór, nie w tej kwestii. Powinno się o tym porozmawiać z rodzicami. My tak robilimy, naprawdę…zawsze mielimy jakie zachcianki i własne zdanie. Szlimy do rodziców i mówilimy chcę mieć kolczyka…ale szlimy też na kompromisy…nie było źle, mówilimy na przykład „dobra jak dostanę czwórkę z matmy, będę mógł zrobić sobie pearcing”. Zawsze podejmowalimy się czego, o czym rodzice myleli, że nie damy rady…A potem okazywało się, że jednak udało się nam i możemy zrobić to, co chcielimy…

J.B. Kerner: Aha i to prawdziwa historia? (Tak!) Ty masz kolczyka w języku?

Bill: Z tym kolczykiem to była włanie ta historia!

Jochen Busze: Nie mówi się z tym jako inaczej?

Bill: Nie! To znaczy na początku, ale po jakim czasie to znika…

Tom: One w ogóle w niczym nie przeszkadzają. Gdy się przebije to tak, przy jedzeniu i takich tam. Bill ma w języku, to też nie mógł przez parę dni nic mówić…Ale po jakim czasie to znika.

J.B. Kerner: Lepiej się z tym całuje?

Tom: Nie wiem, powinnicie zapytać o to kogo innego… (miech)

J.B. Kerner: Dla was to żadna różnica…Czy zmieniło się przez ostatni rok, wasze powodzenie u dziewczyn?

Bill: Muszę powiedzieć, że nie. To znaczy przez Tokio Hotel przybrało to bardziej uboższą wersję…Nie, bo u mnie jest tak, że jeżeli z kim jestem to na amen. Mam naprawdę mało czasu i osobicie wolę go spędzać z osobami, które naprawdę co dla mnie znaczą. Dlatego nie ma u mnie czego takiego, że dzisiaj jest jutro nie ma.

J.B. Kerner: To u ciebie…

Bill: Ale u niego wygląda to zupełnie na odwrót…

J.B. Kerner: Uważasz, że każda kobieta, spotkana przez ciebie nie uważa, że ty jeste fajny jako osoba tylko ta figura z Tokio Hotel? To problem, szczególnie, jeli chodzi o związki…

Bill: Tak to problem…Masz taki jakby mentlik. Każdy chce wiedzieć o tobie jak najwięcej i wyobraża sobie ciebie takiego, o jakim przeczyta w jakim magazynie. To jest dziwne i zakręcone… dla mnie jest to dosyć trudne żeby komu zaufać…

J.B. Kerner: Dlatego tak długo nie masz dziewczyny?

Bill: Tak…właciwie od ponad roku…I jak dla mnie taka sytuacja jest w porządku…Całą swoją energię wkładam w to, co robię i tak jakby nie czuje potrzeby w szukaniu dziewczyny, jednak, jeli wpadnie mi jaka w oko, tak naprawdę to nawet, jeli będę zawalony robotą po uszy zawsze znajdę dla niej czas…

J.B. Kerner: Jak tego słucham jest to dla mnie trudne do wyobrażenia…Dobrze, a u ciebie (mówi do Toma) wyglądało to zupełnie inaczej…?

Tom: Nie no, nie chodzi tutaj o to żeby był jaki zakompleksiony czy co…ale u mnie było podobnie jak u Billa, nigdy nie miałem stałej dziewczyny, w której byłem zakochany czy co. Owszem zdarzyło mi się być w związku dwa, trzy razy…jednak na dłużą metę było to dla mnie męczące i nudne, więc je porzucałem…U mnie to wygląda tak, że nie robię dziewczynie żadnych nadziei, nie mówię jej „ok., jeste moją wielką miłocią i jestemy teraz razem…”. Nie żeby kto zrozumiał, że żyję według zasady „przygoda na jedną noc”, jak dla mnie to oczywicie wszystko w porządku, jeli co takiego się wydarzy…

Bill: Nie będzie czekać do 18…(miech)

J.B. Kerner: Chyba nie chcesz się ożenić mając 18 lat?

Bliźniacy: Oczywicie, że nie…

J.B. Kerner: Wczeniej wspomnielimy co o BRAVO. Czy wczeniej zdarzało wam się czytać to czasopismo?

Bill: Można powiedzieć, że bylimy tak jakby współ czytelnikami. Każdy zawsze miał tę gazetę i wtedy ją przeglądalimy i czytalimy.

Tom: Teraz jest inaczej, bo kupujemy dosłownie wszystkie gazety, w których ukarze się co o nas…

J.B. Kerner: Chcecie być na bieżąco i wiedzieć, co się o was pisze…?

Bliźniacy: Tak…!

J.B. Kerner: W naszym studiu gocimy redaktora naczelnego, BRAVO – Alexsander Gernard – „specjalistę”, jeli chodzi o fenomen „Tokio Hotel”. Serdecznie witam!

Alexsander Gernard: Dobry wieczór!

J.B. Kerner: Kolego Gerner czy jeste w stanie wytłumaczyć nam fenomen Tokio Hotel?

Alexsander Gernard: No można to wytłumaczyć. Przesłuchałem ich demo z piosenkami, jeszcze rok przed tym, gdy wyszedł ich pierwszy singiel. Po jej przesłuchaniu zostałem zapytany – „jak mylisz ile ci chłopcy mają lat?” – no mylę, że są młodzi daje im tak pod dwudziestkę! To brzmiało tak profesjonalnie, że nie byłem wstanie tego odróżnić. Potem poprosiłem o jakie zdjęcie, na którym na pierwszym planie stali włanie Bill i Tom. Oczywicie muzyka dla mnie była bardzo dobra, ale jednak, gdy ich zobaczyłem, biorąc pod uwagę, co się dzieje, nie byłem do końca przekonany, czy przemówią do niemieckich nastolatek….

J.B. Kerner: Dobrze…A jak bardzo zwiększyła się sprzedaż BRAVO od czasu, gdy chłopaki pojawili się na rynku?

Alexsander Gernard: Muszę powiedzieć, że wiedzie się nam naprawdę dobrze. Sprzedaż wzrosła o ponad 25 %. Postanowilimy uwierzyć w zespół i dać chłopakom szansę. Jeszcze przed tym zanim ukazał się ich pierwszy singiel opublikowalimy o nich dwie strony w BRAVO. To było wielkie zaskoczenie, ponieważ zazwyczaj nie piszemy o zupełnie nieznanej grupie, jaką wtedy byli włanie Tokio Hotel. Zaraz na następny dzień nasza redakcja została zasypana e-mailami, z pytaniami, „kim są ci chłopcy?”, „gdzie można usłyszeć ich piosenki?”. No i tak włanie zaczął się fenomen Tokio Hotel.

J.B. Kerner: BRAVO będzie obchodzi w tym roku swoje pięćdziesięciolecie. W Tym miesięcy będziecie więtować. Mam tutaj nawet pierwszy numer sprzed 50-ciu lat…

Jochen Busze: Na początku było to pismo owszem skierowane do młodych osób, ale mówiące tylko o telewizji i niczym więcej…Teraz to typowe pismo dla młodzieży…

J.B. Kerner: Ale i tak były w nim jakie filisterskie zdjęcia…

Jochen Busze: No tak to już było od początku…(miech)…Jednak Dr. Sommer jeszcze tam nie było…

Alexsander Gernard: Nie, nie…Na początku lat’60 pojawiła się rubryka o miłoci i zakochanych. A Dr. Sommer pojawił się w 1996 roku.

J.B. Kerner: Nie jest to męczące, przecież już tyle razy pisalicie o wielu sprawach…?

Alexsander Gernard: Cały czas generacje nastolatków się zmieniają, a każdego roku mamy 600 tys. młodziaków, którzy mają pytania dotyczące włanie tej sfery życia. Dr. Sommer przeszedł samego siebie, z czego jestemy bardzo dumni, a on sam wykonał kawał dobrej roboty.

J.B. Kerner: Jaka jest różnica między gwiazdami z ostatnich 50 lat, a Tokio Hotel włanie?

Alexsander Gernard: Tokio Hotel zostali ochrzczeni mianem „Nowych Beatlesów”. Na co wiele osób się oburzyło, że jak można porównywać te dwa zespoły. Jednak w latach 60 też pojawiali się tacy ludzie, którzy nie wierzyli w siły „czterech grzybowych głów”, a jednak im się udało. A Tokio Hotel są fenomenem 2006 roku. Razem z 10 tysiącami skaczących dzieciaków wietnie bawiłem się na tym sensacyjnym koncercie w Loreley. Wcale nie mylę, że jest to przejciowy zespół, wręcz przeciwnie wierzę, że będą jeszcze bardzo długo grać ze sobą.

J.B. Kerner: Przyłączam się do tych życzeń. Dziękuję za przyjcie do naszego programu i wszystkiego najlepszego do BRAVO z okazji urodzin!
Dobrze. Zróbmy taki skok w przyszłoć. Jak mylicie, jak długo będziecie wspólnie grać, przez ile będziecie chcieli to robić, jakie macie nadzieje, obawy, co może was jeszcze czekać?

Bill: Chciałbym to zawsze robić, ponieważ nie jestem w stanie wyobrazić sobie siebie, robiącego co innego. Nigdy nie miałem żadnych innych zainteresowań. Zawsze gdy przychodziłem ze szkoły, rzucałem plecak i zabierałem się za pisanie piosenek, potem piewałem je i taka była kolej rzeczy. Nie mogę sobie wyobrazić niczego innego…
Tom: Właciwie muzykę tworzymy od zawsze…

J.B. Kerner: Czy nie macie takich obaw przed tym, że kiedy to wszystko się zakończy, a to, co do tej pory przeżylicie jest tylko snem…?

Bill: Próbujemy o tym nie myleć. Oczywicie, że może się to zdarzyć, jednak mylimy o przyszłoci. Teraz pracujemy nad nowym albumem, mamy nadal tyle samo zapału, co wczeniej i próbujemy o zakończeniu w ogóle nie myleć, tylko ić do przodu…

J.B. Kerner: W między czasie pojawia się wiele innych rzeczy jak na przykład zagranie w filmie…

Tom: Tak…kto wie być może będziemy próbować jeszcze innych rzeczy. Jak na razie zajmujemy się drugim albumem, a co przyniesie czas to zobaczymy…Zresztą można było zobaczyć, że w roli aktorów wypadamy całkiem nieźle (miech). Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

J.B. Kerner: Czy macie jakie swoje ulubione seriale?

Bill: O „Gotowe na wszystko”, z Evą Longorią…

Tom: „Queen of Kings”…Co jeszcze można by było dodać, nie wiem…W zasadzie nie jestem jakim telewizyjnym maniakiem…

J.B. Kerner: Ostatni artykuł w „Spiegel” („Zwierciadło”) można powiedzieć mówi o was w samych superlatywach. Jedna rzecz przykuła moją uwagę, o czym rozmawialimy z profesorem Mandels. Wiecie, o co mi chodzi?

Bill: Nie…

( Na telebimie pokazuje się zdjęcie Billa z Tokio Hotel i Elizabeth Taylor – aktorki, dla porównania)

J.B. Kerner: Moment…(pokazując na zdjęcie Billa) pisze tam, że od czasów Elizabeth Taylor nie pojawiło się równie piękne spojrzenie…

Profesor Mandels: No mówiłem włanie…przez niego będę jeszcze bezrobotny…(miech). Pełne usta, duże oczy…

Bill: Nie, nie, ale to tylko „Spiegel” tak myli,…bo niektórzy z publicznoci buczą i mówią „nie”.

J.B. Kerner: Co złe porównanie (do publicznoci)?

Publicznoć: Nie!

Jochen Busze: Ja uważam, że Liz była ładniejsza…

J.B. Kerner: No tak, ale kiedy to był ideał piękna.

Bill: Nie no, ale jeli mam być szczery to, to zdjęcie też nie należy do najpiękniejszych…(miech). Poza tym mam worki pod oczami…no tak, spójrz…szczególnie to jest widoczne, gdy jestem zmęczony i piący…a tak w ogóle ten zez….

Jochen Busze: Nie no, zez też może być seksowny…

J.B. Kerner: Bill i Tom dziękuję wam bardzo za udział w programie i ciekawą pogawędkę. Pozostaje mi tylko życzyć dalszych sukcesów i bycie osiągnęli jeszcze więcej niż do tej pory…

Translation & Pics

by Elli :)

Post to Twitter Tweet This

Reklama: Skracacz linków || Filmy
design:imarunation