SUPERillu spotkał się z Tokio Hotel w Ritz-Carlton: to najgorętszy zespół Niemiec. Czwórka Magdeburczyków opowiada, o co chodzi w krzykach ich fanów…
Katja Schäfer: Jesteście ciągle w drodze, każdego dnia inny termin. Czy nie jesteście tym zmęczeni?
Bill: No, cóż ostatnio jest ich coraz, coraz więcej. Jednak mimo wszystko nie mogliśmy się doczekać tego momentu, kiedy znowu będziemy przebywać wśród publiczności. Byliśmy trzy tygodnie na urlopie i ponownie chcieliśmy wyjść na zewnątrz. Oczywiście jesteśmy nieco zestresowani, ale to się ze sobą wiąże, że chcemy z każdym nawet na parę chwil przystanąć i porozmawiać. Czasami jest to dość stresujące.
Katja Schäfer: Dlaczego wasz album, który ukaże się 23.02 nazywa się „Zimmer 483”?
Bill: Podczas naszego pobytu w Hiszpanii wynajęliśmy domek, który nosił numer 483. Właśnie tam powstała nasza pierwsza piosenka. Ten pokój miał dla nas znaczenie symboliczne, ponieważ nasze życie opiera się głównie na mieszkaniu w hotelach.
Katja Schäfer: Drugi album to zawsze duża obawa o sukces. Co zrobicie, jeśli okaże się klapą?
Bill: Ciężko jest sobie wyobrazić, że to co się robi nie działa już tak na ludzi i nie funkcjonuje jak poprzednio. Jednak dla nas jest oczywiste to, że będziemy tworzyć muzykę. W końcu przed pięcioma laty graliśmy w pokoju prób i wtedy nikt nas nie słuchał.
Tom: Teraz gramy przed 15 000 ludzi, to super. Jednak wiemy doskonale jak to jest, gdy się gra w klubach, przed paroma osobami.
Katja Schäfer: Wśród dat waszej kolejnej trasy koncertowej jest tyko jeden termin dla fanów ze wschodu kraju. Czy wasi wschodni fani nie czują się zawiedzeni?
Tom: My tego tak nie odbieramy. W zeszłym roku byliśmy w Magdeburgu. Tego roku to nie wypaliło. Jednak za to zagramy w Lepizig i Berlinie.
Bill: Staraliśmy się by miasta, w których zagramy znajdowały się w centrum, tak by fani mieli łatwy dojazd, by każdy z nich miał tę możliwość pojechania na nasz koncert.
Katja Schäfer: Podczas wytwornych wieczorów, takich jak chociażby rozdania nagród, otrzymujecie trzy różne karty dań – lubicie takie rzeczy?
Bill: Jak na to patrzę to stwierdzam, że nie ma tam nic dla mnie. W hotelach zawsze można dostać krakersy z kawiorem, jednak my preferujemy coś prostszego. Cieszymy się na myśl o normalnym jedzeniu, jak na przykład pizza, czy frytki.
Katja Schäfer: Kiedy ostatnio byliście w normalnym supermarkecie?
Bill: Jeśli już to kupuję na stacji benzynowej, przeważnie zamrożoną pizzę, albo coś podobnego.
Tom: W normalnym supermarkecie? To było dość dawno temu. Sami kupujemy tylko wtedy, gdy siedzimy w studio. Poza tym zakupy robi przeważnie mama, albo kucharz.
Katja Schäfer: Zdradźcie raz jeszcze: jakie są wasze ulubione potrawy?
Tom, Bill: Makaronowa zapiekanka naszej mamy.
Gustav: „Rzymska” pieczeń mojej mamy i ziemniaczana zapiekanka mojej siostry.
Georg: Schab peklowany z kiszoną kapustą.
Bill: Najfajniejsze jest to, że gdy przyjeżdżamy do domu, nasza mama krząta się już po kuchni.
Katja Schäfer: Bill, ciągle się malujesz, czy wieczorem zmywasz ten cały makijaż?
Bill: Jeśli o to chodzi, muszę szczerze powiedzieć, że nie jestem w tym sumienny. Czasami padam tak zwyczajnie na łóżko, a rano budzę się z czarną twarzą; albo wieczorami się kąpię. Jednak takie prawdziwe zmycie tego z twarzy zajmuje dużo czasu.
Katja Schäfer: Czy utrzymujecie jeszcze kontakt ze swoimi starymi przyjaciółmi?
Bill: Tak, ale nasze przyjacielskie stosunki są teraz trochę słabsze przez to, że mamy bardzo mało czasu. Jednak dzięki takiej próbie, można się dowiedzieć, kto jest prawdziwymi przyjacielem.
Katja Schäfer: Kto was wspiera?
Bill: Nasza rodzina i przyjaciele. Każdy potrzebuje takie oderwania się od codzienności. Cieszymy się na każde spotkanie z kimś nowym, jednak najbardziej potrzebujemy naszych „starych” znajomych.
Katja Schäfer: Co robicie z biustonoszami, które wasze fanki, rzucają wam na scenę?
Georg: Lubimy je sobie przeglądać…
Tom: Tak, więc biustonoszy mamy tak pod dostatkiem, że nie musimy ich kupować…(śmiech)
Katja Schäfer: Denerwuje was czasem, krzyk waszych fanów?
Tom: To nie jest dla nas jakieś obciążenie. Dla kapeli to naprawdę świetne!
Bill: Kiedy szliśmy obok Sharon Stone, po czerwonym dywanie fani krzyczeli dla NAS, to jest super. Zawsze możemy liczyć na naszych fanów.
Translation & Pics
by Elli :)