* Devilish *
….A wszystko zaczęło się od….
Dawno, dawno temu, za górami za lasami…W taki sposób zaczyna się większość bajek, które kończą się happy endem, ale zawsze pozostają tylko fantazją…Ten film przedstawia historię czwórki chłopaków z Magdeburga, jednego z licznych i niczym wyróżniających się miast Niemiec…Bill, Tom, Gustav i Georg dzięki swojemu zamiłowaniu do muzyki i wierze we własne marzenia, pokazali nie tylko całym Niemcom, ale i całemu światu, że nawet najbardziej nierealne dla niektórych marzenia, mogą stać się prawdą, jeśli tylko będzie się w nie mocno wierzyć i dążyć do celu.
Chłopaki z Devilish dzisiaj znani jako Tokio Hotel wielkie gwiazdy niemieckiego rynku muzycznego, można by się nawet pokusić o to by nazwać ich „fenomenem od czasów Beatlesów”, doskonale wiedzą, jak ciężka jest praca, nad tym by osiągnąć sukces. Z pewnością wiele osób pamiętają, jak mały Tom, Georg, Gustav i Bill grywali, co weekend w różnych klubach pokazując to, co potrafią, tym samym zyskując sobie grona swoich pierwszych fanów. Do czasu, gdy nie dostrzegł ich David Jost producent i teraźniejszy manager zespołu Tokio Hotel. To właśnie dzięki niemu, sen o sławie stał się dla tej czwórki, pochodzącej z małej wioski, rzeczywistością.
Cofnijmy się parę lat wstecz, gdy Bill, Tom, Gustav i Georg byli już w trakcie swojej kariery wraz z Devilish, wydali płytę i mięli swoich wiernych fanów…Jednak to jeszcze nie było tym czego pragnęli…Chcieli czegoś więcej, spełnić swoje marzenia i ambicje…Zobaczcie jak Devilish, rozpoczęli swoją długą, pełną przeszkód i zawirowań drogę do sławy stając się Tokio Hotel….
Słysząc pierwsze akustyczne akordy „Jung und nicht mehr jugenfrei” przechodzące w późniejszy wokal Billa, można zauważyć wyraźną różnicę….
Zakupy…widać, że Bill i Tom czują się w sowim żywiole. Już wtedy można było zauważyć wyraźną różnicę w stylach i upodobaniach bliźniaków. Bill miał już wtedy swoją charakterystyczną fryzurkę z grzywką, a Tom nosił swoje, dready (które nawiasem mówiąc, dzisiaj wyglądają wręcz tragicznie)…
Moderator: Występowaliście przed większą publiką, niż przed pięcioma osobami. Czy zawsze tak było?
Bill: Było więcej…?
Gustav: Chyba nie było więcej niż 5…
Moderator: Aha, dobra słyszałem, więc bywało dwie, pięć osób…
Bill: Czasem nawet było 10 albo 12…
Moderator: Ok…
Mała przymiarka, do kasy i już gotowi, chłopcy zbierają się do swojego zakwaterowania, gdzie przez najbliższe parę tygodni będą pracować, nad swoimi piosenkami, na album, który jak na razie nie ma jeszcze nazwy…
Bill: Dobra wy się tutaj ściśnijcie w trójkę, a ja chcę spać sam….
Tom: Potrzebowaliście lodówki, to ją znalazłem i podłączyłem…
Moderator: Jak długo się już znacie?
Tom: Dwa i pół, tak coś takiego dwa i pół roku….
Moderator: To całkiem długo…
Tom: Tak…dwa i pół roku gramy w czwórkę…wcześniej ja i Bill robiliśmy wspólnie muzykę, i na jeden z naszych występów przyszli oni i tak się zaczęło…
Teraz widzimy Gustava w akcji pod kryptonimem „Kondom”, chyba Georg słusznie zauważył, że nasz Gusio wygląda eh…troszkę dziwacznie…, no, ale co tam czasami warto poświęcać się w imię nadchodzących nowych trendów mody…
…Niecodzienny widok Tom gotujący jakąś potrawę…zastanawiam się tylko, czy owa potrawa była zjadliwa…Chyba tak samo myśleli Bill i Gustav rozkładając talerze na kolacje, dodając do każdego po jogurcie, na wypadek, gdyby nie było to jadalne..
Georg: Sytuacja, w której się spotkaliśmy była dosyć zabawna. Bliźniaki występowali już wcześniej…Na początku było trochę dziwnie wiedząc, o tej różnicy wiekowej, ale…
Tom: Dobrze, że się od nas całkiem nie odciąłeś przez to…
Georg: Tak, to prawda…
…”Ale Wysoki Sądzie użyłem tego lakieru tylko i wyłącznie w swojej obronie, bo Georg próbował mnie napastować…” – mówi skruszony Bill, gdy najstarszy z członków oskarża go potraktowanie lakierem do włosów (całe zdarzenie zostało wymyślone) …
Tom: Zawsze wyróżniałem się i nosiłem szerokie spodnie…Słucham tylko hip-hopu, właściwie to nie jest taka muzyka, którą my gramy, ale ja osobiście, słucham tylko hip-hopu.
Nie ma to jak wieczorna wycieczka do hipermarketu, w poszukiwaniu czegoś co nadaje się do jedzenia…(pewnie tak kolacja w wykonaniu Toma nie była do zjedzenia…
…Nie no Gustav o to bym Cię nigdy nie podejrzewała…
Moderator: Właśnie wydaliście swój pierwszy singiel, jak brzmi jego tytuł?
Tom: Eeee…”It’s my life”….
(Maksymalna polewa ze strony zespołu…)
Moderator: Na pewno?
Tom: Nie…
…Zakupów ciąg dalszy, ciekawe, co tym razem chłopaki wymyślną na kolację….Pewnie jest jedno, że Toma już nikt nie dopuści do kuchni
Teraz dochodzę do wniosku, że cała czwórka Diabełków wygląda, najsłodziej gdy śpi…
Moderator: Jacy są wasi fani?
Bill: Nasi fani są świetni…
Moderator: Fani są świetni!
Bill: Zawsze stają w pierwszych rzędach, są wszędzie tam gdzie my…Z pewnością są dla nas najważniejsi. Nigdy żaden zespół nie istniał bez fanów, to oni kupują nasze płyty, dzięki czemu nasza muzyka jest rozpowszechniana…
…Cały czas się zastanawiam, co właściwie Gustav robił, zamknięty w tej szafie…
Bill: Teraz jesteśmy w pokoju prób. Przygotowujemy się do nagrania…Jestem już prawie gotowy z nauką tekstu…Najbardziej musze się przyłożyć do tekstu, a melodię to potem się dorobi, zobaczymy jak się to spodoba i wtedy będziemy dalej pracować….
…Ach gdyby Tom dzisiaj tak grał…
….Nie ma to jak konkretna rozgrzewka przed nagraniem…
…Widać, że od dziecka Bill nie grzeszył umiejętnościami muzycznymi i jedynym „instrumentem”, do którego się nadaje jest mikrofon…
Moderator: Było dzisiaj fajnie?
Bill: Tak, dosyć…
Moderator: Co dzisiaj śpiewałeś?
Bill: Zagraliśmy już „Rette mich”, to jest ballada…potem „Schönes Metschen aus dem all“, to zagraliśmy razem z zespołem i tyle….
Moderator: I po sprawie…Czy wszyscy byli zadowoleni?
Bill: Tak, bardzo…
…Przed państwem kolejny odcinek z cyklu z „Kamerą wśród zwierząt, czyli…wizyta w łazience Devilish”. Jak widać na pierwszym planie Bill K. przygotowuje się do wyjścia, układając swoją fryzurę, która już w niedługim czasie miała stać się jego znakiem firmowy…Na drugim planie widzimy Toma K. znanego również jako brata bliźniaka pana Billa K. bezwstydnie załatwiającego swoje potrzeby fizjologiczne w miejscu „publicznym” (wstydź się Tom…), no i pozostaje nam jeszcze trzeci delikwent – Georg L., biorący prysznic…
A do tego wszystkiego dochodzi pseudo kucharz Gustav S., który zawzięcie próbuje coś ugotować z zupki chińskiej w pięć minut, czytając „książkę kucharską” do góry nogami, no nie ma to jak Bertolini Zielona Pietruszka w niemieckim wydaniu…
Moderator: U was to jest tak, że każdy odpowiada za coś innego. Na przykład, gdy jesteście w drodze, to każdy z was jest odpowiedzialny za wniesienie innego sprzętu…
Tom: Ja wykonuję tylko te najważniejsze rzeczy…Żart, ale Bill zawsze musi mi pomagać…
Bill: Musze, ale nigdy tego nie robię…
Moderator: Nawet, jeśli ty sam nie masz tak dużo sprzętu…
Bill: Tak, i to jest do kitu…
Tom: Wspólnie sobie pomagamy w noszeniu gitar i całego sprzętu…
Bill: Pozostańcie nam wierni…
Tom: Jesteście świetni…
Bill: Przychodźcie na nasze występy i dajmy razem czadu….
Translation & Pics
by Elli :)