Ten zespół pokonuje wszystkie rekordy: Tokio Hotel. Tylko w ciągu czterech lat udało się wybić temu uczniowskiemu zespołowi z wioski koło Magdeburga do czczonych na całym świecie gwiazd rocka.
Jürgen Vogel: To nie są teraz żadni zarozumiali maniacy, tylko sprawiają wrażenie, że to bardzo dobrzy chłopcy.
Jörg Pilawa: Jedyni artyści, od których kiedykolwiek wziąłem autografy.
Collien Fernandez: Tokio Hotel zna naprawdę każdy.
Już w wieku dziewięciu lat bliźniacy Bill i Tom Kaulitz tworzyli muzykę. Z basistą Georgiem Listingiem i perkusistą Gustavem Schäferem założyli zespół. Zaraz ich pierwszy singiel „Durch den Monsun” wskoczył bezpośrednio z zera na pierwsze miejsce. Megahit. Tokio Hotel zgarniają złote i platynowe płyty i dostają wszystkie ważne nagrody muzyczne.
Markus Kavka: To była naprawdę taka histeria, gdzie trzeba przyjąć to, że wszyscy naprawdę na to czekali, że taka rzecz się znowu wydarzy.
Frauke Ludowig: Oni mają coś unikatowego, wnieśli coś, czego nikt wcześniej nie wniósł.

W roku 2009 Bill, Tom, Gustav i Georg meldują się z powrotem. Po roku przerwy Tokio Hotel są tu ponownie! Z nową płytą, z nowym brzmieniem i nowym wyglądem.
Jürgen Vogel: Stało się tak, że udało im się osiągnąć to, co udaje się tylko nielicznym zespołom lubianym przez nastolatków. Mianowicie ten skok od dzieci, młodzieży to młodych mężczyzn.
Chłopaki z Tokio Hotel stali się dorośli. Bliźniacy Kaulitz świętowali właśnie swoje dwudzieste urodziny. Przy okazji nowego albumu chłopaki prezentują publicznie swój nowy styl. Przy tym troszczą się – jak zawsze u Tokio Hotel – o furorę.
Michael Michalsky: Myślę, że wygląd zespołu ma także duży udział w międzynarodowym sukcesie, ponieważ oni nie wyglądają humpty-dumpty-wiejsko-niemiecko.
Markus Kavka: To jest całkowicie jasne, że teraz milion nastolatków – nieważne czy chłopcy czy dziewczyny – nie może tak wyglądać jak Bill. O ile taka jakaś sztuka jest, o tyle on wystylizował taką androgynalną fantazję, na której można wszystko stworzyć.
Tokio Hotel osiągnęli to, o czym inni tylko marzą. Są prawdziwymi supergwiazdami.

Tom: Wcześniej zawsze patrzyłem na innych artystów i myślałem sobie: „stary, oni mają zajebiste życie, zarabiają kupę kasy, stają raz na dzień na cholernej scenie, grają piosenki…I jeszcze się uskarżają, obnoszą się z płaczem. Mają zajebiste imprezy i jakoś żyją w luksusie i to nie jest nawet błędnym założeniem. I my też wiedzieliśmy o tym dopiero wtedy, kiedy to wszystko przeżyliśmy.
Historia Tokio Hotel zaczyna się krótko na dwa miesiące przed upadkiem muru w Lipsku. Tutaj 1 września 1989 urodzili się bliźniacy Bill i Tom Kaulitz.
Bill: Jak byliśmy mali wyglądaliśmy zupełnie tak samo. Nosiliśmy wtedy takie sweterki, na których widniały nasze imiona, żeby ludzie nas mogli w ogóle odróżnić. Tom miał pieprzyka tutaj (pokazuje policzek).
Tom: Przede wszystkim łączy nas ta chęć dominacji i to jest czasem problem, bo my obaj właściwie jesteśmy literami, którzy są zawsze głośni, zawsze mówią swoje zdanie.

Swoim pyskowaniem udało się bliźniakom w wieku pięciu lat pojawić w świetle reflektorów. Dostali role w filmie „Verrückt nach dir”.
Bill: Moja mama opowiedziała mi, że byliśmy super wredni i nie powiedzieliśmy temu gościowi nawet „dzień dobry”. Cały czas się tylko zgrywaliśmy i on wtedy stwierdził: „Właśnie to! Właśnie takich bliźniaków szukałem!”
Hey, nie słyszałeś, co ona ci powiedziała?
źle słyszę.

Bliźniaki dostają dużo uwagi i szukają jej też. Wcześnie się okazało, że Bill i Tom są urodzonymi duszami towarzystwa.
Bill: Kiedy nasi rodzice nas gdzieś ze sobą zabierali, na jakieś imprezy czy coś, to relatywnie szybko się okazało, że zabawiamy ludzi. Zawsze kiedy była możliwość – stała scena albo cokolwiek, na czym można było stać i coś zrobić – byliśmy zawsze pierwszymi, którzy stali na górze i to robili.
W pierwszych latach mama bliźniaków ubierała ich jednakowo, ale już w szkole podstawowej rozwinęli swój własny, nietypowy styl.
Bill: Myślę, że to także ukształtowało wszystko, że przez taki czas wyglądaliśmy tak samo. Tak, i wtedy się zaczęło, że dosyć szybko chcieliśmy się samodzielnie ubierać i nie chcieliśmy już, żeby nasza mama co rano wykładała nam ciuchy.
Chcieliśmy naprawdę samodzielnie decydować, co zakładamy.
Tom: U mnie było tak, że szybko zainteresowałem się tym stylem hip-hopu. Wprawdzie nie miałem żadnych baggypants’ów, ale mimo to nosiłem spodnie pod tyłkiem.
Szczególnie Bill optycznie się wyróżniał. Mając dziewięć lat zaczął sobie farbować włosy i malować się.

Bill: Zawsze uważałem, że filmy o wampirach czy czarownicach są dobre. Zawsze sobie coś takiego oglądałem. A film z mojego dzieciństwa, który kochałem i znam praktycznie na pamięć to „Labirynt” z Davidem Bowie.
Przyniosłem ci mój prezent…
Bill: Myślę, że to mnie jakoś ukształtowało, ale nigdy nie była to jakaś osoba, więc nie mogę powiedzieć, że to był David Bowie czy ktoś tam – to była pewnego rodzaju mieszanka różnych ludzi.
Tom: Bill był naprawdę totalnym marzycielem, mówiąc szczerze. On zawsze robił po swojemu i uważał, że to śmieszne, że nigdy jakoś jeden do drugiego naprawdę nie pasował. Ludzie na nas patrzyli, a wtedy był taki czas, że Bill wyglądał całkowicie dziwacznie.
Bill: Wiedziałem, że dużo, dużo ludzi gadało coś negatywnego, ale ja zawsze tego chciałem! To znaczy chciałem, żeby nigdy ktoś…Sądziłem, że o wiele gorsze jest to, kiedy ludzie nie rozmawiali o mnie od tego, że mówili coś złego.
Sytuacja się zaostrza kiedy bliźniacy po rozstaniu się rodziców się przeprowadzają do małej wioski z 650 duszami Loitsche koło Magdeburga.
Bill: Od razu popadliśmy w kłopoty. Od razu byliśmy przezywani…

Tom: „Ej, on on ma czerwone sznurówki, lewicowa świnia”.
Bill: Nasz ojczym często musiał nas odbierać z psem i kijem bejsbolowym.
Tom: Tak było też co rano w autobusie.Naprawdę zawsze w autobusie były bójki. Nikt nie troszczył się o innych, było totalnie zimna atmosfera.
Bill: I właśnie w takich momentach byliśmy ogromnie szczęśliwi, że mieliśmy siebie, że zawsze jakoś byliśmy razem i nikt nas samych nigdy nie zastał.
Także w gimnazjum ich wygląd bliźniaków był mało lubiany. Wciąż były kłopoty.
Bill: W szkole byli nauczyciele, którzy mówili: „Nie będę cię uczył, skoro tak wyglądasz. Nie możesz przychodzić na lekcję wuefu umalowany i z piercingiem.”
Wtedy Bill i Tom musieli bezzwłocznie udać się do dyrekcji.
„Szanowni Państwo Kaulitz!
We wtorek 20.05.03 i w środę 21.05.03 doszło w szkole do nie tolerowanego incydentu, w którym Tom brał udział.
Pani Buchhorn podczas lekcji została opryskana atramentem przez wielu uczniów klasy 7E.
Takie zachowanie nie jest respektowane i krzywdzi godność nauczycieli.
Poza tym powstały poważne szkody materialne.
Tom i inni biorący w tym udział uczniowie klasy przeprosili panią Buchhorn, co jednak nie niweluje kary za ich występek.
Ponieważ Tom po przeniesieniu do równoległej klasy znów naruszył normy zachowania, będzie ponownie…”

Bill: Nauczyciele nas rozdzielili w siódmej klasie, co było najgorszym przeżyciem w szkole. Myślę, że od tej pory nikt nie miał szansy cokolwiek poprawić, bo to było najgorsze, że ktoś nas rozdzielił.
Tom: Nigdy nie mówiliśmy innym, że to był dla nas ciężki czas. Przychodziliśmy do domu i byliśmy silni i dominujący, nie pozwoliliśmy się nikomu wziąć pod pantofel.
W wolnym czasie Bill i Tom zaczęli razem żyć swoim marzeniem. Chcą robić muzykę i piszą pierwsze piosenki.
Bill: Zawsze chętnie pisałem. Zawsze pisałem mamie także karteczki i zawsze chętnie spisywałem jakieś rzeczy. Kiedyś w naszym pokoju wisiała gitara. Nasz ojczym ją tam powiesił i powiedział: „No tak, nie mam co z nią zrobić, wstawię ją tutaj i jeśli będziecie chcieli, możecie sobie ją wziąć”. Tom sięgnął wtedy po nią i zaczął na niej grać.
Tom: Byliśmy totalnie wyluzowani, muszę powiedzieć. Mieliśmy pierwsze akordy, które umiałem zagrać i bezpośrednio Bill coś do tego pisał. Nasze teksty były naprawdę super naiwne i właściwie naprawdę śmieszne, kiedy sobie ich teraz słuchamy.

Bill: Te wszystkie: „tak, tak, Bill chce robić muzykę, jasne”.
Tom: Na początku byliśmy raczej wyśmiewani i dopiero potem było tak, że uważali nas za słodkich, „spójrz na tych małych chłopców” i w ogóle.Ale wtedy bliźniacy Kaulitz wyrabiają sobie markę w Magdeburgu i okolicy. Grają na konkursach dla zespołów i w małych klubach jak „Gröninger Bad”.
Bill: Tam była scena, występowaliśmy, śpiewaliśmy i naprawdę dużo rozpowiadaliśmy, że szukamy kogoś. Ale chcieliśmy mieć koniecznie kogoś w naszym wieku. I wtedy był tam Georg i Gustav.
Gustav: To było bardzo zabawne widzieć tych dziwnych ludzi na scenie.
Georg: Nazywali się wtedy jeszcze Black Questionmark. Tak…kto wpadł na tą nazwę do tej pory dokładnie nie wiem.
Bill i Tom mają wtedy po dwanaście lat. Basista Georg czternaście i perkusista Gustav trzynaście. Wkrótce staje się jasne, że ta czwórka uzupełnia się.

Georg: Bill i Tom mieli już wtedy jedną, dwie naprawdę dobre piosenki. Na początku nam je zagrali i my patrzyliśmy, co można tam zrobić w sferze basu czy perkusji.
Bill: To było naprawdę świetne uczucie po raz pierwszy usłyszeć prawdziwą perkusję i prawdziwy bas.
Gustav: Generalnie ciężko jest znaleźć ludzi w tym samym wieku, którzy również tworzą muzykę. I to naprawdę było cool, że wszyscy jesteśmy niemal w tym samym wieku i potem graliśmy we wszystkich możliwych klubach. Wszyscy mieliśmy dwanaście lat i trochę, a staliśmy na scenie o dwudziestej drugiej.
Zacznę na raz, dwa, trzy, cztery…
Od teraz Black Question Mark stoi na scenie w każdy weekend i daje czadu. Społeczność fanów rośnie.
Bill: Kiedyś na jakimś wycinku było napisane „Black Question Mark i ich diabelsko dobre gitarowe brzmienie”. Tom był z tego totalnie dumny i powiedział: „Ok, musimy zmienić naszą nazwę, a mianowicie „Teuflisch” jest zajebiste. Nazwiemy się teraz „Devilish”.



Opłaca się. Zespół producentów z Hamburga odwiedza Devilish na koncercie w Magdeburgu i jest zachwycony.

Bill, Tom, Gustav i Georg spędzają regularnie swoje szkolne wakacje w studiu nagrań. Tutaj uczą się krok po kroku wszystkiego, co gwiazda popu musi znać.
Georg: Atmosfera była bardzo rodzinna już od samego początku. U góry mieliśmy małe mieszkanie, w którym mieszkaliśmy w czwórkę i zaczynaliśmy próby.
Tom: Podczas tamtego okresu mogliśmy posmakować, jakby to było, gdybyśmy kiedyś może odnieśli sukces i naprawdę byli ze sobą 24/7.
Reporter: Właśnie wydaliście singiel. Jak się nazywa?
Tom: Uhm…It’s my life?
Reporter: Taaak…
Tom: Nie.
Bill: It’s my life.
Tom: Będąc w tym wieku bez rodziców w Hamburgu, zajmować się produkcją, w międzyczasie parę dziewczyn…więc to był właściwie czas naszego życia. W ciągu tego czasu kompletnie dorośliśmy.
Reporter: Co dzisiaj śpiewałeś?
Bill: Uhm… nagraliśmy właśnie Rette Mich, taką balladę.
Reporter: Ludzie byli zachwyceni, kiedy śpiewałeś?
Bill: Tak, niesamowite.
Półtorej roku później marzenie o kontrakcie z wytwórnią wydaje stawać się rzeczywistością.
Bill:Przez długi czas to nie było jasne, co z tego będzie, ale pewnego dnia mieliśmy całe piosenki i powiedzieliśmy „Ej, mamy coś jakby album”. To znaczy, mamy w każdym razie tak dużo piosenek i potem powiedzieli „Ok, wiecie co? Po prostu zagramy to przed wytwórnią płytową”.
Szefowie wszystkich wytwórni płytowych w Republice przyjeżdżają teraz, by zobaczyć chłopców na żywo.
Bill: Chcieliśmy też absolutnie, żeby wszyscy wiedzieli, że naprawdę umiemy tworzyć muzykę. Nie, że tylko wyprodukowaliśmy coś ładnego, ale że naprawdę umiemy tworzyć muzykę.
Tom: Chcieliśmy być całkiem profesjonalni i totalnie zrelaksowani, jakby to był nasz chleb powszedni, no nie? „Jesteśmy obeznani w biznesie”.
Tom Bohne: I to był pewnie ten sam czas kiedy BMG i Universal, przypuszczam też, że również EMI i inne wiodące firmy zobaczyły zespół po raz pierwszy. Myśleliśmy, że to jest bardzo, bardzo dobre, ale może brakuje tutaj jakiegoś absolutnego hitu.
Bill: To było trochę dziwne słyszeć po raz pierwszy od innych ludzi, jak oni to odbierają z zewnątrz. Berlińska wytwórnia BMG jest jedną z pierwszych, która rozpoznaje w grupie potencjał.
Andy Selleneit: Mieli w naszym biurze…Mieliśmy rodzaj podwójnych drzwi, takie w starych budynkach coś jak przesuwane drzwi. I te przesuwane drzwi otworzyły się i zobaczyłem Billa i Toma. Nadal pamiętam i nigdy tego nie zapomnę, jak pomyślałem „Dobry Panie, proszę spraw, by umieli śpiewać!” W moich drzwiach stały młodziutkie gwiazdki, ale te młodziutkie gwiazdki wyglądały jak gwiazdy popu. Nadal pamiętam, że byłem podekscytowany, bo pomyślałem „Oh, mam nadzieję, że mają mocne piosenki”. I kiedy je usłyszałem, wiedziałem: „Ok, potrafią śpiewać i te piosenki są zabójcze”.
Właśnie w wieku 14 lat Bill, Tom i ich zespół mają swoją pierwszą umowę z wytwórnią w kieszeni.

Pod koniec 2004 roku grozi zespołowi koniec, zanim jeszcze wszystko zdążyło się zacząć.
Andy Selleneit: Sony i BMG rozpoczęły wtedy rozmowy o wspólnym przedsięwzięciu, żeby zebrać się razem i z tych dwóch wytwórni zrobić jedną.
Bill: I nagle było „Co to jest za zespół? Co to za kontrakt? Nie wchodzimy w to”.
David Jost: Myślę, że wtedy dla zespołu zawalił się świat.
Tom: To naprawdę mnie wtedy zabolało. Ja tak bardzo w to wierzyłem, to było takie niesamowite, że…po prostu w ogóle tego nie zrozumiałem.
Bill: I kiedy producenci powiedzieli nam o tym, nie uśmiechałem się naprawdę przez cały następny tydzień. Byłem kompletnie smutny.
Tom: Właściwie sen się dla nas skończył. Cóż, w tym momencie właściwie trochę…poddałem się na najbliższy czas.
Bill: Oczywiście producenci chcieli…mieliśmy się w zasadzie…Cóż, oni w ogóle się nie martwili. Byli kompletnie zrelaksowani, bo mówili: „Ludzie, wszyscy chcą z wami pracować. Pójdziemy po prostu do kogoś innego”.
I faktycznie. Universal wysłuchuje gotowej taśmy demo i zgłasza się od razu.
Frank Briegmann: Wtedy od razu powiedzieliśmy: „Ok, cudownie. Więc jeśli jest dostępny, jeśli oni są dostępni, to z pewnością jest to zespół, z którym chcemy współpracować.”
Od teraz grupa nazywa się Tokio Hotel. Czwórka musi tylko udowodnić, że nie jest jednosezonowa.
Tom: Z wytwórnią płytową nie jest tak, że wchodzisz do pokoju i mówią: „Oh tak, uważam, że jesteście super. Wchodźcie, podpiszę z Wami umowę”. Na początku chcą ci naprawdę powiedzieć, jak funkcjonuje ten biznes i jak oni to widzą.
Bill: Twoje włosy powinny wyglądać tak i tak, a twoje ubranie powinno być takie i takie. W tym momencie wyszedłem z siebie. Nie chcę, żeby ktoś mi mówił, jak mam wyglądać.
Tom: Musisz zająć miejsce, siedzisz tam jako ten piętnastolatek i musisz najpierw opowiedzieć: „Tak, ehm…nie, nie chcę tego, chcę, żeby było tak i tak, widzimy to tak i tak i chcę robić taką i taka rzecz”.
Bill: I wtedy szybciutko styliści i reszta zostali wykreśleni z listy i przyniosłem wtedy moje ciuchy i uhm…tak. Ale to jednak trwało, tak to zdecydowanie trwało.

Błąd. Pierwszy singiel „Durch den Monsun” ukazuje się w sierpniu 2005 roku i natychmiast jest megahitem. Razem z tym rodzi się nowa rockowa sensacja.

Od teraz nastolatkowie z Magdeburga są gwiazdami niemieckiej sceny muzycznej.
Bill: Po raz pierwszy zobaczyłem ludzi, którzy krzyczeli moje imię, którzy krzyczeli nazwę zespołu i to było…To było nasze największe marzenie kiedykolwiek. W tym momencie wszystko we mnie wybuchło.

Ale w szkole panuje nietypowe poruszenie. Kiedy czwórka pojawia się na lekcjach, jest oblegana przez fanów, łowców autografów i dziennikarzy.
Tom: Nagle pojawiły się setki reporterów, setki fanów i praktycznie nikt nie mógł już nic robić, co miało związek ze szkołą. Ani nauczyciele nie mogli uczyć, ani uczniowie nie mogli niczego się nauczyć.
Bill: Chowaliśmy się wtedy podczas przerw w klasach, a nauczyciele zamykali drzwi na klucz. Niedługo potem dyrektorka wezwała nas do siebie i powiedziała: „Musimy znaleźć rozwiązanie, nie może tak dalej być, żadna lekcja nie może się tu odbywać”.
J.B.Kerner: Opuściliście teraz szkołę?
Bill & Tom: Tak, dokładnie przerwaliśmy na rok. Tak.
J.B.Kerner: Dlaczego? Nie mogliście pogliście pogodzić ze wszystkimi terminami?
Bill: Nie, niekoniecznie. Codzienność w szkole nie była już praktycznie możliwa, to znaczy, zawsze przed szkołą byli fani, a także mnóstwo prasy i tak dalej.
Bill: Oczywiście to było dla nas super. Pomyślałem: „Zajebiście! Teraz mogę skupić się jedynie na zespole, teraz mogę robić jedynie to, co chcę”.
Dla kariery Tokio Hotel jest teraz tylko jeden kierunek: prosto na szczyt. To jest jak spełnienie marzenia z dzieciństwa.
Bill: Muszę powiedzieć, że ten rausz trzymał nas długo. Wtedy był tylko jeden…jeden bieg.
Comet dla Beste Newcomer 2005 wędruje do: Tokio Hotel!
Bill: Wow! Nasze życie zmieniło się tak szybko. Wszystko potoczyło się tak szybko i to tylko z powodu jednej piosenki.
Wszystko przez Durch den Monsun. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni. Oh Gott, ej, nie wiem nawet, co powiedzieć.
Tokio Hotel otrzymują Złote i Platynowe Płyty, zgarniają wszystkie ważne nagrody. Histeria fanów nie zna granic, bo Bill śpiewa o tym, co porusza miliony nastolatków.
Frauke Ludowig: Myślę, że jeśli zespół wyraża to, co innym gra w duszy…Wszyscy to znamy, mam na myśli…porusza to wtedy wszystkich.
Jürgen Vogel: Naprawdę to musi być tak, że jest uczucie, w tym co sobie wymyślili, napisali. I on to bardzo dobrze robi, bardzo dobrze przekazuje.

Hale na pierwszą trasę zespołu muszą zostać zamienione na większe, bo liczba chętnych przekracza dziesięć tysięcy. Fani chcą koniecznie zobaczyć Tokio Hotel na żywo.
Frank Briegmann: Pierwszy show w dużej hali w Niemczech przed dwunastoma tysiącami fanów…To było także naprawdę coś wyjątkowego.

Już w kilka miesięcy po ukazaniu się albumu „Schrei” inne kraje zwróciły uwagę na zespół.
Alex Gernandt: W Niemczech nie było jeszcze zespołu, który za granicą zyskałby na samym poczatku już taki sukces.
Pamiętam moich kolegów z „Bravo” z Rosji, Polski i Węgier, którzy natychmiast do nas zadzwonili i mówili: „My też potrzebujemy zdjęć zespołu, prosimy. Też sądzimy, że są świetni”.
Bill: Muszę powiedzieć, że to wszystko zaczynało się najpierw przez Internet. Zawsze było tak, że mieliśmy ogromne wsparcie w Internecie i było tam także dużo stron, na których ludzie się rejestrowali. I wtedy również zagraniczne wytwórnie zaczęły mówić: „Ej, mamy tyle ludzi, którzy się rejestrują i chcą, żebyście wpadli”.
Frank Briegmann: Właściwie decydujący moment, w którym powiedziało się: „to może być jeszcze na większą, większą, większą skalę”, był wtedy, kiedy zobaczyliśmy reakcję we Francji.
Niemal w tak samo krótkim czasie, Tokio Hotel zyskało tyle samo fanów we Francji, co w Niemczech.

Bill: Pamiętam, że na początku nikt we Francji nie chciał grać naszych niemieckich piosenek, bo każdy mówił: „Mhm, niemiecka muzyka? Mhm, to nie zadziała.”
Pod koniec 2006 roku Instytutu Goethe’go powiadamia, że niemiecki to najpopularniejszy język obcy we Francji. Podziękowania dla czterech chłopców z Magdeburga.
Jörg Pilawa: Kiedy pomyślę jak to Instytut Goethego od sześćdziesięciu lat starał się rozpowszechnić niemiecki na świecie, a tu nagle małe Francuzki uczą się niemieckiego, bo uważają, że chłopcy są świetni, to w tym względzie osiągnęli więcej niż Instytut Goethe’go.
Kocham cię Bill!
Markus Kavka: Akurat we Francji nastolatki chcą uczyć się niemieckiego. W ostatnim miejscu, gdzie by się tego spodziewano, młodzi ludzie zainteresowali się językiem i kulturą.
Frauke Ludowig: Kiedy słuchamy zagranicznej muzyki, której też w pierwszym momencie nie możemy dokładnie przetłumaczyć, to jest tam właśnie melodia, która nas przyciąga. W przypadku Tokio Hotel to zapewne dobra melodia połączona z niesamowitym występem, ten wygląd…To coś przynosi.
14 lipca 2007 roku Tokio Hotel gra na zaproszenie francuskiego prezydenta przed pół milionem rozentuzjazmowanych fanów.
Georg: Największy występ, jakikolwiek mieliśmy to granie u stóp wieży Eiffla w narodowe święto Francji. To, że występował tam niemiecki zespół, było największym zaszczytem, jaki może być.
Dzień dobry wszystkim! Jak się macie?
Jörg Pilawa: Tak samo też wiele osiągnęli dla zawarcia przyjaźni między Niemcami, a Izraelem. Że niemiecki zespół się tak tam przyjął, że pojawił się na izraelskich listach przebojów, to bardziej przyczynia się do zawarcia porozumienia niż prawdopodobnie zabiegi wielu polityków w ciągu sześćdziesięciu lat.
We wrześniu 2007 roku, zaraz po osiemnastych urodzinach bliźniaków Kaulitz, „Monsoon” jest nawet numerem jeden na izraelskich listach przebojów. Akcją z podpisami udaje się fanom doprowadzić do tego, że Tokio Hotel wystąpią w Izraelu. Jako pierwszy niemiecki zespół, Tokio Hotel pojawiają się na okładce młodzieżowej, izraelskiej gazety „Rosh Echad”.
Bill: To było niezwykłe. Mam na myśli to, że zaszło to tak daleko. Nie miałem o tym nawet pojęcia.
Georg: To było naprawdę dziwne, bo nie byłeś nigdy wcześniej w tym kraju, ludzie znają cię tylko z Internetu i jednej piosenki w radiu…Jak to wszystko się rozprzestrzenia, to nawet nie jest się tego świadomym.
Markus Kavka: Cóż, tutaj mieli wciąż tą młodzieżową przypinkę. Nikt nie zadał sobie trudu, żeby popatrzeć ponad te tłumy nastolatków, posłuchać muzyki i zastanowić się, kim są ci czterej młodzi panowie, tworzący muzykę.
Z angielskimi wersjami piosenek Tokio Hotel pojawia się na listach w całej Europie. Odnoszą teraz za granicą co najmniej taki sam sukces jak w Niemczech.
Joko Winterscheidt: Na płaszczyźnie międzynarodowej, jesteś wtedy, kiedy śpiewasz po angielsku, choć pochodzisz z Niemczech. Nie było zespołu, który pochodził z Niemiec i który śpiewał po angielsku i który odnosił sukcesy.
Markus Kavka: I dlatego to właśnie był odpowiedni moment na występ na Europe Music Awards.

Na rozdaniu nagród w Monachium w listopadzie 2007 roku, Tokio Hotel mają nie tylko wystąpić. Są także nominowani.
Sweet home Alabama…
Tom: Jesteśmy dzisiaj nominowani w „Inter Act” i „Best Band”. Nie możemy doczekać się wieczoru. Nie mamy żadnych szans na wygraną, no nie? Ale pomimo tego nie możemy doczekać się wieczoru.
Joko Winterscheidt: Międzynarodowe rozdanie nagród, European Music Awards, nawet nie mam pojęcia w ilu krajach to jest emitowane i ile milionów ludzi siedzi przed swoimi telewizorami tego wieczora, a tu przed nimi niemiecki zespół. Myślę, że po Rammstein nikomu się to nie udało.
To germański sukces, to Tokio Hotel!
Markus Kavka: Ponieważ publiczność w większość była z Niemiec i miała mniej więcej 20 lat, to dla nich Tokio Hotel nadal nie było w grze. Było więc jakieś narzekanie, narzekanie, „Tokio Hotel? Co to ma w ogóle znaczyć?” Niektórzy nawet gwizdali. I wtedy zaczął się ten występ.
Tom: Jesteśmy na EMA. Pierwszy niemiecki zespół. Mamy tam występ. I to nie w krajowym spocie, który będzie wyświetlany podczas reklam, ale mamy występ podczas show. Chcę, żeby to był najlepszy występ. Powiedziałem: „Niech pada na hali”, a oni na to: „Tak, możemy umieścić ekran w tle i deszcz może tam padać”. Powiedziałem: „Nie! Chcę prawdziwego deszczu tak, żebyśmy naprawdę zmokli na scenie”.

Gustav: Największym problemem było to, że przycisk od wody musiał być wciśnięty dziewięć sekund wcześniej i tylko wtedy woda mogła spadać. Alleluja! Przy tym było mnóstwo zmartwień!
Georg: Byliśmy całkiem spięci.
Tom: Na krótko przed rozpoczęciem nie było do końca wiadomo, czy to wypali.
Markus Kavka: Byłem na dziesięciu galach Europe Music Awards. Byłem też na tylu MTV Video Music Awards w Stanach i bardzo rzadko doświadczyłem czegoś takiego, że w czasie trzech i pół minuty atmosfera wśród więcej niż dziesięciu tysięcy ludzi może się tak całkowicie zmienić. Tak jak po tej piosence. Właśnie tym występem udało się Tokio Hotel przejść z młodzieżowego zespołu tylko dla dziewczyn do branego na poważnie rockowego zespołu z Niemiec.
Niespodzianka wieczoru: nagroda Europe Music Award za „Best Internet Act” trafia do Tokio Hotel.
Bill: To było jak w filmie i wtedy pomyślałem: „Nie!”, musiałem spojrzeć na innych i chciało mi się płakać, ale pomyślałem: „Nie ryczeć! Nie ryczeć!”.
Tom: Niesamowite! Ej, tą nagrodę to się zazwyczaj widzi w rękach Madonny czy kogoś takiego, nie? Zajebiście.
Teraz najwyższy czas na zdobycie USA. Tokio Hotel otrzymują kontrakt z firmą, która zrobiła światowe gwiazdy już z 50 Centa, Gwen Stefani i Lady Gagi.
Martin Kirszbaum: Zobaczyłem klip w Internecie i spodobał mi się. Potem dowiedziałem się, że to video jest do piosenki „Scream”. Widziałem to po niemiecku. Od razu byłem zachwycony energią tego kawałka.Jednak droga do sukcesu w USA jest również ciężka.

Tom: Po tym wszystkim nie jest tak, że jedziesz do Ameryki i ludzie mówią „Oh tak, to świetne, jesteście europejskim zespołem, dostaliście dużo nagród w Europie”. Ich to nie obchodzi! Naprawdę jest tak, że cię po prostu nikt nie zna.
Bill: Naprawdę siedzieliśmy w pokojach hotelowych od ósmej rano do pierwszej w nocy i dawaliśmy wywiady do magazynów studenckich, małych gazet i tak dalej. Aż do momentu, kiedy może któreś z większych mediów zdecyduje się o nas napisać.
Tom: Radio jest na przykład bardzo ważne w Ameryce, a tutaj w Niemczech wydaliśmy naszą pierwszą płytę – a w zasadzie to wszystkie – kompletnie bez pomocy radia. To jest w Ameryce nie do pomyślenia.
Dzisiaj słuchają nas ludzie z całego świata, bo goszczę w studiu zespół Tokio Hotel.

Jojo Wright: Chłopaki z Tokio Hotel odwiedzili nas pewnego dnia. To byli zdecydowanie najbardziej zwariowani, dziwni faceci, których zobaczyłem od dłuższego czasu.
Willkommen auf KISS FM, dobrze?
Jojo Wright: Co uważam u nich za świetne? Kiedy raz ich zobaczysz, już ich nie zapomnisz. Piosenki mają siłę i przemawiają do dzieci na całym świecie.
Praca się opłaca. Próbne koncerty w Los Angeles i Nowym Jorku są kompletnie wyprzedane w ciągu kilku godzin.
Collien Fernandes: To co definiuje trochę Tokio Hotel: są czymś kompletnie innym. Tego się jeszcze nie widziało w Ameryce, tam jeszcze tego nie ma.
Markus Kavka: Nawet by się nie pomyślało, że taki zespół może stąd pochodzić.
Zespół nie pozwola sobie na przerwę. Zaraz po przybyciu z Ameryki jest zaplanowana trzecia trasa po Europie. Wtedy szok…

Bill: Nie byłem najlepszego zdrowia. Byłem zachrypnięty i zdawałem sobie z tego sprawę, ale wiedziałem, że muszę oczywiście wystąpić, zaśpiewać i nie było innej opcji. Rozgrzałem swój głos i już wtedy sobie uświadomiłem „Hm, dziś będzie dosyć męcząco”. Wyszedłem na scenę i miałem na sobie zwyczajny strój, wyglądało wszystko jak zawsze. Hala była wyprzedana.
Było 10 tysięcy ludzi. Nagle zauważyłem, że nie wydobywam już żadnego dźwięku. Stałem tam i nic.. było słychać tylko urywki.
Nie miałem niczego pod kontrolą. W tym momencie byłem taki zawstydzony, bo pomyślałem sobie, co teraz ludzie muszą sobie myśleć. Nikt nie wie, co teraz.
Tom: Cała hala zaniepokoiła się. Każdy pytał się: „Co się dzieje? Coś jest nie w porządku”.
Bill: Wszyscy już wtedy wymieniali zdenerwowane spojrzenia. Załoga z boku się przyglądała. Każdy wiedział: „Ok, coś kompletnie zepsuło porządek występu”. I chciałem każdemu powiedzieć, że mój głos nie jest normalny, że to nie tylko zachrypnięcie.
Podczas przerwy staje się to oczywiste: Bill nie może już występować.
Bill: Potem zszedłem ze sceny, żeby się przebrać i zebrałem wszystkich.

Duże przeciążenie krtani przez ostatnie lata doprowadza do przewlekłego zapalenia. Jedynie operacja może jeszcze uratować głos Billa.
„Stracony głos! Operacja krtani”
„Lekarze wytną mu cystę z krtani”

Po operacji zespół jest zmuszony wziąć przerwę. Przez dwa tygodnie Bill nie może wydawać żadnych dźwięków.
Bill: Po dwóch tygodniach, w których nie mogłem mówić, przyszedł do mnie lekarz, usiadł i powiedział: „Ok, teraz wydaje dźwięk”. Byłem taki zaniepokojony. Byłem taki zaniepokojony, bałem się, że coś będzie brzmiało inaczej. A mój głos był krystalicznie czysty. Miałem po tym krystalicznie czysty głos.
Dla każdego jest to wielka ulga. Tokio Hotel wznawiają swój podbój USA i w maju 2008 roku powracają z festiwalem w Nowym Yorku. Podpisywanie autografów w sklepie muzycznym na Time Square kończy się chaosem. Ponad tysiąc fanów chce zobaczyć tych Niemców. Tokio Hotel to zespół tych czasów.
Moi następni goście są w swoim rodzinnym kraju, Niemczech wielkim hitem. Dzisiaj mają swój debiut w amerykańskiej telewizji ze swoją piosenką z ostatniego albumu „Scream”. Powitajmy serdecznie Tokio Hotel!
Collien Fernandes: Kompletnie trafili w ducha czasu i to nie tylko u nas w Niemczech, ale na całym świecie.
Otto Waalkes: I to oczywiście świetne, że niemiecki zespół stał się rozpoznawalny na całym świecie i odniósł taki sukces.
Liczba amerykańskich fanów rośnie tak samo szybko jak zapotrzebowanie na koncerty. W sierpniu 2008 roku Tokio Hotel ruszają w trasę po Stanach Zjednoczonych. Potem odwiedzają Amerykę Południową.
Reporter: Jak w Meksyku?
Tom: Nieziemsko!
Zdaje się, że dla sukcesu zespołu nie ma więcej ograniczeń.
Oliver Pocher: Praktycznie tego jeszcze nie było, żeby oni naprawdę w każdym kraju byli sławnym, żeby ludzie totalnie wariowali i żeby oni wygrywali nagrody jedną za drugą.
We wrześniu 2008 roku Tokio Hotel są nominowani w amerykańskim MTV Video Music Award jako Best Newcomer.
Joko Winterscheidt: To nie Niemcy – to przecież Los Angeles. Stoisz tam po prostu i myślisz: „Wow, uszczypnij mnie, to szalone. To niesamowite, co osiągnęli do tej pory”.
Na swój występ Magdeburczycy wybierają wielkie wejście.
Jäki Hildisch: Amerykanie wolą obecnie trzymanie się z tyłu i wtedy pojawiają się ci dziwni Niemcy z tym gigantycznym czymś i nawet nie wyglądają w tym głupio.
Niektórzy wybierają skromne wejście, a niemiecki zespół Tokio Hotel chętnie przesadza.

Bill: Wysiedliśmy na czerwonym dywanie jak w Hollywood.
Tom: Wtedy zeszliśmy na czerwony dywan. Szczerze, był to największy czerwony dywan jaki kiedykolwiek widziałem. Nigdy wcześniej nie widziałem tylu ekip z kamerami w jednym miejscu.
Wszyscy zabiegają o rozmowę z niemieckimi nowicjuszami. Również dla zespołu tak przyzwyczajonego do sukcesu, ta nagroda jest czymś wyjątkowym.
Tom: Byliśmy niesamowicie podekscytowani i wszyscy się nas pytali: „Jak oceniacie swoje szanse?” i tak dalej.
Bardzo się cieszymy z samego faktu, że tutaj jesteśmy i kiedy odczytają nominacje będziemy totalnie szczęśliwi, słysząc naszą nazwę tam wymienioną. Myślę, że tym razem naprawdę nie mamy znacznych szans i wiemy to.

Jeszcze nigdy żaden niemiecki zespół nie zdobył tej nagrody. Tokio Hotel jest rockową sensacją.
Martin Kirszbaum: Nagroda była potwierdzeniem tego, że amerykańscy fani odkryli dla siebie Tokio Hotel.
Collien Fernandes: Właściwie to jest zawsze oczywiste, że nieważne w jakiej kategorii, ale jeśli Tokio Hotel są w niej nominowani, to zawsze wygrywają. Z założenia zawsze.
Wspinaczka znikąd na szczyty list przebojów. Tokio Hotel tego dokonali. Ale nie za darmo.
Joko Winterscheidt: Jak niesamowita jest kariera, tak też wiele wad ma w prywatnym życiu.
Frank Briegmann: Dziś zespół jest rozpoznawalny wszędzie. Nie może już zrobić żadnego niezaobserwowanego kroku.
Oczywiście niesie to za sobą niejednokrotne konsekwencje.
„Zamaskowane dziewczyny urządzają polowanie na Tokio Hotel”
Większość z nich nie jest szczególnie przyjemna. Zwłaszcza kiedy chodzi o nadmierną miłość fanów albo daleko idąca zazdrość.
„Czemu Tokio-Tom wpadł w taką furię?”
„Zamaskowane dziewczyny ścigają Tokio Hotel”
Alex Gernandt: Następnie Gustav miał incydent w magdeburskiej dyskotece, gdzie została mu rozbita butelka na głowie.
Tego żaden człowiek nie powinien doświadczyć.
Frank Briegmann: Oczywiście to są wady takiego sukcesu.

Bill: W takich momentach zauważa się, jakie życie się właściwie prowadzi. W takich momentach zauważa się, na jaką dużą skalę to jest. Czasami wtedy brakuje powietrza, to znaczy czasami jest tak, że myślę: „Ugh”.
Tom: Bo tak naprawdę nie możesz mieć żadnego życia poza Tokio Hotel. Nie masz wyboru. Albo jesteś w drodze z Tokio
Hotel i prowadzisz ten rodzaj życia, który wybrałeś sam jako piętnastolatek albo…sam nie wiem.

Od czterech lat Tokio Hotel są praktycznie cały czas w podróży. Hotele są teraz ich domem, a zespół ich rodziną. Nie znają normalnej codzienności.
Bill: Zaczyna się przy zamawianiu pizzy. Co robisz kiedy chcesz chociaż zamówić pizzę? On mówi: „Mogę prosić numer telefonu i nazwisko?”…Chodzi o to, że to są rzeczy, o których normalnie nikt nie rozmyśla. Nikt inny sobie tym głowy nie zaprząta. Ale Tom i ja pozostajemy Tomem i Billem Kaulitz. Cały czas! I dlatego Tokio Hotel nie jest naszą pracą, ale także jest naszym życiem.
Tom: Żyjesz trochę odizolowany. Nie widzisz za dużo świata. Kiedy chcemy gdzieś wyjść, zawsze zabieramy ze sobą naszą ochronę, musi być to zaplanowane i tak dalej i nigdy nie możesz się zrelaksować. Nigdy nie możesz być wolny. Prywatne życie: żadnego. Kontakty z przyjaciółmi: utrudnione. Urodziny w trasie: norma. Jeśli chłopcy z Tokio Hotel chcą naprawdę świętować, to tylko w swoim towarzystwie. Na dwudzieste urodziny Billa i Toma wynajmują sobie cały park rozrywki.
Georg: To po prostu moje życie, moje marzenie, moje wszystko, a pozostali trzej chłopcy to moi najlepsi przyjaciele. Nie chcę tego stracić.

Bill: Nie muszę się zastanawiać, co zrobię ze swoim życiem, bo raz podjąłem decyzję i praktycznie jest teraz tylko jeden kierunek.
Droga jest znowu skierowana na sukces. W ostatnich czterech latach Tokio Hotel osiągnęli więcej niż jakikolwiek wcześniejszy niemiecki zespół. I jak dotąd nie widać końca.
Tom: Pewnie jest kilka rekordów, które pobiliśmy już jako niemiecki zespół, ale ja chcę wciąż więcej.

by Ines